Bad Piggies – recenzja

Zmuszony przeżyć niedzielę bez Internetu odkryłem jak wolno biegnie bez niego czas. By go wypełnić, spędziłem dłuższą chwilę nad Bad Piggies, nową produkcją twórców Angry Birds.

Przyznaję się bez bicia: do wściekłych ptaków mam słabość. Mam do nich podobny stosunek, jak do filmików na Youtube z kotami w roli głównej. Przyglądam się i myślę „Ha ha, głupi kot/ptak, ale śmiesznie wygląda, co on robi”. Cukierkowatość ich wyglądu, zachowania oraz towarzyszących rozgrywce dźwięków zawsze nastraja mnie pozytywnie.

Stąd do nowej produkcji Rovio podchodziłem z optymizmem. To, co widoczne (i słyszalne) na pierwszy rzut oka/ucha nie zawodzi. Świnki, choć do tej pory pełniły rolę antagonistów, same w sobie są sympatyczne i świetnie sprawdzają się w roli bohaterów. Ich reakcje na nasze poczynania są przezabawne i wywołują mimowolny uśmiech. Podobnie z oprawą dźwiękową: melodyjka towarzysząca konstruowaniu maszyn szybko wpada w ucho i mimowolnie zaczynamy ją nucić.

Siła Angry Birds tkwi w prostocie rozgrywki. W Bad Piggies jest ona dużo bardziej skomplikowana. Musimy skonstruować maszynę, która pozwoli sympatycznej śwince dotrzeć z miejsca startu do umieszczonego gdzieś na planszy fragmentu planu wykradzenia jajek ptakom.

W dane miejsce, w zależności od rozdziału, dotrzemy jadąc lub lecąc. Liczba elementów, z których możemy złożyć pojazd jest spora i na początku możemy nie połapać się w możliwościach i zależnościach między poszczególnymi częściami. W każdej chwili mamy jednak dostęp do poradnika, który wyjaśnia ich działanie.

Analizujemy więc trasę, tworzymy pojazd i ruszamy. W trakcie jazdy mamy również wpływ na kilka elementów, jak na przykład otwieranie i zamykanie parasolki, która pomaga zwolnić czy swobodnie opadać z dużych wysokości bez ryzyka zniszczenia świniochodu/świniolotu :) Oprócz samego główkowania dochodzi więc element zręcznościowy, bo na trudniejszych planszach margines błędu jest nieduży i nawet właściwa maszyna nie dotrze na miejsce bez odpowiedniego pilotażu.

Poziom trudności zadań na poszczególnych planszach do przesadnie wysokich nie należy, niemniej parę razy musiałem się chwilę zastanowić, by wykonać jakąś szczególnie wymyślną akrobację.

Czy Bad Piggies odniesie sukces? Zanim odpaliłem grę, byłem sceptyczny. Wydawała mi się przesadnie skomplikowana, zwłaszcza w kontraście do beztroskiej rozgrywki w Angry Birds. W trakcie zabawy okazało się jednak, że tak lubiana przeze mnie cukierkowatość gry Rovio sprawia, że nie zrażam się kolejnymi kraksami i z przyjemnością kombinuję, co zrobić, by mój wehikuł pokonał przeszkody. Liczę na to, że nowa formuła przekona też innych. Chcę kolejnych części!

Do przeczytania,

Artur