Blogerze, gdzie masz bloga?

blog

Przed Tobą pierwszy wpis zainspirowany zakończonym wczoraj Blog Forum Gdańsk 2013. Miałem przyjemność być i posłuchać wielu wystąpień, które skłoniły mnie do przemyśleń o blogosferze. Dzisiejszy temat podejmuję z inspiracji panelem oraz dyskusją z Kominkiem, który w swojej najnowszej książce lansuje pogląd totalnie niezgodny z moim. 

Ostatnimi czasy coraz więcej mówi się (i o tym właśnie pisze Tomek), że każdy jest blogerem. Nieważne czy piszesz na Facebooku, Twitterze, własnej lub cudzej stronie – jeżeli tylko tworzysz treści, wokół których buduje się społeczność, to masz prawo tak się tytułować.

Punktem dojścia ewolucji blogera ma być więc sytuacja, w której każdy jest blogerem, ponieważ ma wokół siebie grupę słuchających go (i ufających mu) osób.

Nie zgadzam się z tym. Każde pojęcie musi mieć jasno wytyczone granice. Inaczej staje się bezużyteczne. Podobnie musi być z definicją blogera.

Zdaję sobie sprawę, że dyskusja na jej temat toczy się od lat. Obserwuję ją nie tylko w blogosferze, lecz również na niwie naukowej. W obu sferach formułują się podobne wątpliwości. Spotkałem się więc z argumentem, że skoro definicja blogera jest tak trudno uchwytna, to należy ją rozszerzyć na coś bardziej zrozumiałego.

Moim zdaniem za szybko chcemy odpuścić.

Jeśli miałbym wskazać jedno kryterium, które dla mnie jest kluczowe dla określenia kim jest bloger i którego należy się trzymać, to byłaby to jego platforma. Bloger to ktoś, kto ma bloga. Nie mikrobloga. Nie timeline na fejsie. Nie kanał na Youtube – bloger to nie vloger, a wymienność tych pojęć to tylko skrót myślowy dla wygodnych.

Kontrargumentem, z którym często się spotykam jest stwierdzenie, że nie liczy się platforma, a publika skupiona wokół osoby. Odpowiadam: jestem głęboko przekonany, że miejsce stykania się z treściami wpływa na sposób funkcjonowania społeczności.

Zgodnie z tezą McLuhana – środek przekazu jest treścią przekazu. Inaczej odbieramy tekst na blogu, inaczej na Facebooku czy Twitterze. Podchodzimy do niego z innym nastawieniem, co warunkuje odbiór.

Upraszczając: na Twitterze tweetujemy, nie blogujemy. Nawet jeśli ktoś sie upiera, że prowadzi mikrobloga, to czytający odbierają to jako tweety, które ewentualnie mają coś wspólnego z idea blogowania.

Po Blog Forum Gdańsk i kuluarowych rozmowach doszedłem jednak do innego wniosku. Powtórzę się więc: każde pojęcie musi mieć jasno wytyczone granice. Inaczej staje się bezużyteczne. Pojęcie blogera dalej ich nie ma. Dotychczasowe ramy okazują się za sztywne, bo media, w których bloger funkcjonuje stale się zmieniają.

Skoro więc bloger posługuje się coraz nowszymi mediami (kanałami) i w związku z tym nie wiadomo, kim jest należy po prostu… pozbyć się blogera? Pogrzebać słowo bloger jako relikt czasów, w których jego aktywność koncentrowała się na blogu? Może to faktycznie zmierzch blogerów, a świt influenserów, liderów opinii jakkolwiek ich nazwiemy. Może pojęcie blogera przestało być potrzebne?

Co sądzisz? Daj znać w komentarzu!

Do przeczytania,

Artur Jabłoński