Jak stworzyłem barcamp, by mieć gdzie chodzić na spotkania branżowe

Kiedy w październiku 2012 roku, zainspirowany licznymi konferencjami i barcampami w innych miastach Polski, zacząłem szukać podobnych inicjatyw w Toruniu, okazało się, że nic takiego w grodzie Kopernika nie występuje. 

Tymczasem chciałem znaleźć event, na którym mógłbym posłuchać ciekawych wystąpień, nauczyć się czegoś, poznać ludzi z branży. Być częścią większej społeczności, a nie tylko sporadycznie uczestniczyć w wydarzeniach organizowanych w większych miastach.

Po namyśle doszedłem do jednego wniosku. Skoro nie ma żadnego eventu, w którym mógłbym wziąć udział, a chcę, żeby coś takiego w Toruniu powstało, to mam tylko jedno wyjście – zabrać się za to samemu. Jak widać moje motywy były czysto egoistyczne – chciałem mieć gdzie pójść ;)

Nie miałem pojęcia o organizowaniu barcampów, ale na chłopski rozum wydedukowałem, że potrzebuję trzech rzeczy: prelegentów, lokalu i publiki. O pierwszy się nie martwiłem. Za szukanie drugiego zabrałem się natychmiast i tak trafiłem na Dominika, który dysponował odpowiednią salą i zapleczem w CSW Toruń. Wtedy był to dla mnie obcy człowiek, dziś jest moim kolegą z pracy oraz przyjacielem :)

Wspólnymi siłami przygotowaliśmy pierwsze spotkanie SIM Toruń (wówczas jeszcze pod inną, ogólnopolską marką), które odbyło się 13 grudnia 2012 roku. Najbardziej bałem się o zainteresowanie. Pojawiły się wątpliwości. Co jeśli przestrzeliłem? Może brak podobnych spotkań to nie przypadek, a objaw braku zainteresowania ze strony potencjalnej publiki? Co, jeśli zrobiłem za mało, by rozreklamować inicjatywę? Czarne scenariusze, na szczęście, nie wypaliły. O godzinie 19:00 sala była pełna – około pięćdziesięciu osób.

Tak powstał SIM Toruń, który z początku specjalizował się w mediach społecznościowych, by z czasem rozszerzyć się o wszystko, co z nowymi technologiami związane. Stąd nazwa: skrót od  „social, internet, mobile”. Spotykaliśmy i spotykamy się regularnie co mniej więcej dwa miesiące. SIM żyje własnym życiem, najważniejsze jednak jest to, co zaczęło się dziać wkrótce po jego powstaniu.

Mniej więcej pół roku później jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać inne inicjatywy. W międzyczasie rozkręcałem Toruń Blog Meeting, spotkania dla blogerów z województwa, których również mi brakło. Do Torunia sprowadziły się Geek Girls Carrots, Techklub, Tweetupy. Powstały też inne lokalne marki jak Mission Toruń. Wiele z nich tworzyły osoby, które po raz pierwszy spotkały się na SIMach i postanowiły coś zrobić dla rozwoju lokalnej społeczności – wspólnie z nowopoznanymi osobami lub samodzielnie. Jestem z tego niezwykle dumny.

Pierwszy SIM Toruń odbył się prawie dwa lata temu, a od tego czasu na toruńskiej scenie pojawiają się coraz bardziej wyspecjalizowane spotkania. Scena dojrzeje. Meetupy i warsztaty tworzą WordPressowcy, JUGowcy. Wiele rzeczy organizujemy w Exea Smart Space. Wspólnie z kilkoma świetnymi osobami pracuję nad pierwszym TEDx Toruń.

Na każde toruńskie spotkanie przychodzi od kilkunastu po kilkadziesiąt osób. Część z nich uczęszcza na wszystkie, inni upatrzyli sobie tylko wybrane eventy. Liczba bywalców stale rośnie. Ktoś powie, że to niewiele, ale dla mnie i dla innych lokalnych aktywistów, którzy pamiętają czasy, kiedy nic się w Toruniu nie działo – to bardzo dużo.

Jeżeli więc w Twoim mieście scena startupowa, technologiczna, marketingowa, jakakolwiek bądź nie istnieje, to czytelny sygnał dla Ciebie, żebyś ją stworzył.

Do dzieła – i do przeczytania!

Artur Jabłoński

fot. Paweł Jonik.