4 marca 2020

Content marketing – czy treści są potrzebne? [PODCAST #1]

Marketing treści jest doskonałym narzędziem do budowania pozycji Twojej marki. Content Marketing pozwala kreować wizerunek eksperta i docierać do szerokiej publiki. Ale ma też jedną wadę – zajmuje bardzo dużo czasu. Dlatego dzisiaj pokażę Ci metody, które pozwolą Ci działać z contentem, a jednocześnie nie tworzyć go samodzielnie.

 

Posłuchaj na Spotify:

 

Posłuchaj również na Apple Podcasts.

 

Dzień dobry! Witam wszystkich bardzo serdecznie w pierwszym odcinku mojego podcastu „Konkretnie o Marketingu”.

Szczerze mówiąc, w ogóle nie spodziewałem się, że w końcu odpalę ten projekt. Co prawda, pomysł na własny podcast chodził mi po głowie od roku, ale strasznie długo wahałem się, czy na rynku jest jeszcze miejsce na tego typu produkcje.

Hamowało mnie również to, że nie byłem pewien czy podcasty w Polsce zyskają taką popularność, na jaką, moim zdaniem, zasługują. Tymczasem okazuje się, że w przeciągu ostatnich miesięcy jest na nie w Polsce prawdziwy boom.

Teoretycznie, powinno mnie to zachęcić, natomiast w praktyce jeszcze bardziej odwlekło w czasie decyzję o tym, żeby zacząć nagrywać samodzielnie.

No bo wiecie, jak to jest. Jak coś się staje mainstreamowe, to niemal błyskawicznie pojawia się bardzo dużo różnego rodzaju podcastów. Wiele z nich jest naprawdę wartościowych i sam ich słucham. Ale z drugiej strony, sporo programów dotyczy mojej branży i niszy.

W dzisiejszych czasach wystarczy rzucić kamieniem, żeby uderzyć influencera na ulicy. A teraz okazuje się, że jeśli ten kamień się odbije, to błyskawicznie trafi też w podcastera. Nie byłem więc pewien, czy na rynku jest miejsce na jeszcze jeden podcast o marketingu.

I wtedy przypomniało mi się, jak wyglądał mój start z blogowaniem.

Bo tak się składa, że mój obecny serwis, Arturjablonski.com dawno, dawno temu nazywał się „Jeszcze jeden blog„. I stworzyłem go właśnie na analogicznych zasadach. Byłem pewien, że będzie to jeszcze jedno miejsce w sieci, do którego nikt nie zagląda. Bo przecież powstało ich już tak wiele i na pewno są lepsze.

Tymczasem trochę lat minęło i co? Okazuje się, że mój blog radzi sobie naprawdę nieźle. W tej chwili jest to około stu tysięcy użytkowników miesięcznie. I odpalając ten podcast, po cichu mam nadzieję, że kiedyś uda mi się osiągnąć podobny wynik.

Ale po kolei.

Przede wszystkim, na początek chcę powitać tych, którzy postanowili dać szansę pierwszemu odcinkowi totalnie nieznanego podcastu. Gratuluję!

Być może będziesz trendsetterem albo świadkiem spektakularnego upadku projektu, na który nie znajdę czasu. Żartuję! Jak już się za to wziąłem, to planuję robić to bardzo długo. Zwłaszcza, że planuję nie ograniczać się wyłącznie do formy podcastowej.

Ale nie uprzedzajmy faktów.

 

JAK OPOWIADAĆ O RZECZACH, KTÓRYCH ODBIORCA NIE MOŻE ZOBACZYĆ

 

Druga wątpliwość, związana z tworzeniem podcastu, to fakt, że będę mówił o rzeczach wizualnych jak reklama na Facebooku czy narzędzia e-marketingowe. Nie wszystko, co zamierzam poruszać, da się wyjaśnić wyłącznie słowem.

 

Doszedłem jednak do wniosku, że każdemu odcinkowi będzie towarzyszyła transkrypcja a w materiałach uzupełniających mogę umieszczać dodatkowe plansze czy prezentacje, wyjaśniające lub objaśniające rzeczy, które będę poruszał na bieżąco słowem.

Wówczas, po wysłuchaniu danego odcinka można wrócić do poszczególnych materiałów i dzięki temu całość będzie fajnie ze sobą współgrać.

 

Poza tym, podcast czy też program to dla mnie kolejna możliwość na to, żeby poruszać tematy, które są uniwersalne, szersze, biznesowe, a nie tylko takie, które wiążą się bezpośrednio z wyklikaniem czegoś w panelu reklamowym Facebooka czy dowolnego innego narzędzia.

 

No to co? Skoro już wiesz co, jak i dlaczego, to zaczynajmy!

 

SKĄD BRAĆ CZAS NA TWORZENIE TREŚCI MARKETINGOWYCH

Pierwszy odcinek podcastu chciałbym poświęcić na zagadnienie, o które jestem pytany nie tylko na każdym szkoleniu z Content Marketingu, ale praktycznie zawsze, gdy mówię o tym, jak ważny jest marketing treści.

Pytanie jest bardzo proste: skąd brać na to wszystko czas?

Jest ono nie tylko proste, ale również szalenie zasadne.

Przyznam, że prowadząc dwudziestoosobową firmę sam mam bardzo duży problem, żeby przynajmniej raz w tygodniu znaleźć czas na to, aby napisać nowy artykuł na blog czy nagrać odcinek programu, taki jak ten.

Nie dziwię się więc, że osoby, które mają mniejsze zespoły (czyli jeszcze nie są w stanie wydelegować zadań i zyskać czasu na produkcję treści) lub odwrotnie, mają bardzo duże zespoły i mnóstwo spraw do załatwienia, mogą mieć problem ze znalezieniem chociażby chwili wolnego na stworzenie nawet najprostszej contentowej formy.

 

W związku z tym, w dzisiejszym odcinku opowiem Ci, w jaki sposób uprawiać content marketing, gdy brakuje na niego czasu.

 

Istnieją metody, aby działać z contentem, a jednocześnie nie tworzyć go samodzielnie.

I to jest coś, czego brakuje mi w myśleniu o contencie wśród ludzi. Ponieważ większość marketerów, kiedy słyszy hasło content marketing, od razu utożsamia je z tym, że dane treści będzie musiała tworzyć sama, ewentualnie siłami własnego zespołu.

Natomiast, jest to pewnego rodzaju przekonanie, które niekoniecznie jest prawdziwe.

Dlaczego?

Ponieważ równie dobrze możemy posłużyć się zewnętrznymi autorami lub w ogóle pojawiać się w jakichkolwiek mediach społecznościowych czy innych serwisach, opierając się na cudzych treściach.

 

Jakie są wobec tego metody, żeby działać z contentem, ale jednocześnie nie musieć go tworzyć samodzielnie?

 

Metoda 1: Ktoś inny prowadzi nasze kanały

Nie mam tutaj na myśli White Label, czyli sytuacji, w której zlecamy osobie z zewnątrz tworzenie treści na nasz blog firmowy czy prowadzenie naszego profilu w mediach społecznościowych, a my się pod tym podpisujemy.

 

Z mojej perspektywy nie jest to do końca dobre rozwiązanie, ponieważ warto jednak mieć swój input w treści, które się pojawiają.

Poza tym, bardzo ciężko jest znaleźć autorów, którzy idealnie znają się na naszych rzeczach. I wówczas wiąże się to z wysokimi kosztami, żeby dany autor zechciał publikować u nas zamiast pod własnym nazwiskiem.

Może być też tak, że autor niekoniecznie jest ekspertem w temacie, przygotuje poprawny tekst, a my będziemy musieli poświęcić sporo czasu na to, żeby przekonać go do poprawy treści pod kątem merytorycznym.

 

Natomiast rozwiązanie, o którym mówię, polega na znalezieniu ambasadora marki lub osoby, która poprowadzi markę w jakichś mediach społecznościowych.

 

Dobrym przykładem, a jednocześnie realizacją w medium, które – wydawałoby się – powinno być całkowicie oparte na osobach wewnątrz firmy, jest kanał na YouTube marki Surge Polonia.

Firma w ciekawy sposób radzi sobie, publikując filmy, prowadzone przez Jędrka, kustosza jednego z polskich zamków.

 

Z uwagi na to, że marka jest ściśle powiązana z patriotyzmem i polskością, treści wypowiadane przez Jędrka, które pojawiają się na YouTube, dotyczą historii szlacheckiej Polski.

Gorąco polecam Wam prześledzić ten kanał, ponieważ Jędrek jest ulubieńcem publiczności, a jego trzydziesto-czterdziestominutowe filmy osiągają kosmiczne wyniki.

Zwłaszcza jak na produkcje, które są promowane i tworzone od wielu, wielu lat przez firmę i pod egidą firmy. I to w czasach, gdy w mediach społecznościowych dominują krótkie produkcje.

 

Czy takie rozwiązanie ma wady? Oczywiście, że tak.

 

Przede wszystkim, w ten sposób budujemy wizerunek kogoś innego, a nie własny.

I zawsze istnieje ryzyko, że dana gwiazda nie będzie chciała przedłużyć z nami kontraktu.

Wówczas znajdziemy się w sytuacji, gdy publika jest przyzwyczajona do konkretnej osoby, a my musimy dać szansę komuś innemu, żeby nie zostać bez żadnego prowadzącego.

 

Być może warto zatem pomyśleć o modelu łączonym, w przypadku którego na samym początku najwięcej działa osoba, którą wynajmujemy, ale jednocześnie staramy się raz na jakiś czas przemycać charyzmatycznego pracownika z naszej firmy.

W ten sposób przyzwyczaimy publikę do tego, że w przyszłości może nastąpić zmiana warty, tudzież zmiana pokoleniowa.

 

Metoda 2: Pojawianie się na cudzych kanałach

 

Nie ukrywam, że ten sposób również wymaga od nas produkowania treści. Jednak, jak zauważyłem, to nie sam proces tworzenia jest problemem. Jeżeli wygospodarować na niego trochę czasu, kilka godzin, tudzież po kwadransie w ciągu tygodnia, to ten tydzień w zupełności wystarczy, aby przygotować wysokiej jakości artykuł czy skręcić proste video.

 

Problem nie leży więc w produkcji pojedynczych materiałów, ale w regularności.

Wypluwanie z siebie ciągle nowych treści tydzień po tygodniu to naprawdę czasochłonne zajęcie. Nic więc dziwnego, że wiele firm zaczyna bardzo hurraoptymistycznie, z zaawansowanym planem tworzenia contentu (nawet po kilkanaście sztuk tygodniowo), a później wszystko rozbija się o zwykłe codzienne zadania.

 

Rozwiązaniem takiej sytuacji może być

Guest posting, czyli publikowanie na cudzych kanałach. Dzięki tej metodzie będziemy obecni w mediach społecznościowych, a jednocześnie nie zmusza nas to do zachowania regularności.

To my decydujemy o tym, kiedy i do kogo chcemy się odezwać.

 

Poza tym, zyskujemy jeszcze jedną przewagę.

Jeżeli tylko uda nam się przekonać kogoś do opublikowania naszej treści, to nie musimy się martwić o zapewnienie publiki.

Bo, uwierzcie mi, nie ma nic bardziej deprymującego niż prowadzenie firmowego bloga, na którego nikt nie zagląda.

Natomiast jeżeli opublikujemy swój artykuł na innym popularnym blogu lub portalu branżowym, to nagle może się okazać, że w krótkim czasie pojawią się u nas prawdziwe tłumy, zainteresowane tego typu treściami.

 

W ten sposób można działać w mediach branżowych, na blogach, ale również na popularnych kontach instagramowych czy na fanpage’ach.

To my decydujemy, w jakim kanale i w jakiej formie chcemy się pojawić.

Jeżeli pomysł będzie wystarczająco interesujący, to może się jak najbardziej sprawdzić. Szczególnie, że zapraszanie gości nie jest niczym nowym. I to zarówno na Instagram Stories, na blogach czy fanpage’ach.

 

Metoda 3: Kuratela treści

 

Uważam, że content curation to szalenie niedoceniana, a jednocześnie bardzo potrzebna w dzisiejszym świecie metoda.

Polega ona na subiektywnym wyborze treści, ze wszystkich informacji, które siłą rzeczy przyswajamy w ciągu tygodnia. Innymi słowy, znajdujemy wartościowy tekst, opatrujemy swoim krótkim komentarzem, a następnie puszczamy w świat.

 

Bo często jest tak, że inni nie mają czasu, żeby samodzielnie wyłuskiwać to, co jest naprawdę interesujące. Ja sam mam na przykład taki problem z podcastami.

Słucham wielu, ale znalezienie tego jednego odcinka, który naprawdę był wart przesłuchania w danym tygodniu, czasami wymaga wręcz zmarnowania kilku godzin, zanim uda mi się trafić na kogoś naprawdę merytorycznego, kto ma coś nowego do powiedzenia.

Im bardziej jest się zaawansowanym, tym staje się to trudniejsze.

 

W związku z tym ci, którzy są kuratorami treści i zbierają dla nas rzeczy naprawdę interesujące, są na wagę złota.

W Polsce w ten sposób działa Artur Kurasiński, który regularnie wypuszcza newsletter i opatruje go swoimi opiniami na dany temat.

Za granicą funkcjonuje świetny newsletter, który bardzo polecam, czyli tzw. Daily Pnut. Ten z kolei zbiera, między innymi, newsy ze świata.

 

Ale oczywiście nie musi to być forma newsletterowa i zaglądanie komuś w skrzynkę pocztową.

Równie dobrze można w ten sposób prowadzić fanpage. W branży marketingowej wciąż funkcjonuje projekt Niby-Prasówka, czyli kontynuacja Prasówki rozpoczętej kiedyś przez Bartka Raka, przygotowywana niejako w hołdzie przez Dagmarę Pakulską.

Możemy zaglądać do niej niemalże codziennie i sprawdzać, co ciekawego Dagmara wyciągnęła dla nas z odmętów internetu.

 

I nie ma znaczenia, że tego typu projektów jest już bardzo dużo.

Liczy się to, jaki jest nasz wybór. Część prasówek może skupić się na wyszukiwaniu artykułów poradnikowych, inne mogą mieć przeznaczenie głównie newsowe.

 

Czy to rozwiązanie ma wady? A jakże.

 

Bardzo szybko może się okazać, że samodzielne tworzenie treści było jednak mniej czasochłonne, niż szukanie czegoś, co można pokazać innym.

Przebrnięcie przez kilkadziesiąt artykułów, żeby rzeczywiście wyciągnąć te, które będą najbardziej przydatne, wysokie merytorycznie, a jednocześnie adekwatne do szerokiej publiki, jaką prawdopodobnie na początku będziemy zbierać, nie jest łatwe.

No ale nikt nie powiedział, że tak będzie. Natomiast na pewno jest to metoda na wyróżnienie się na tle innych, którzy próbują działać w zakresie treściowym samodzielnie.

 

Metoda 4: Ego bait

 

O co chodzi? Co zrobić, żeby się nie narobić a jednocześnie liczyć na zebranie dużej publiki?

Jednym z typów treści, które ludzie wręcz uwielbiają, są wszelkiej maści zestawienia.

Takich jak dziesięć najpopularniejszych narzędzi, artykułów, blogów, podcastów itp. Jednym słowem, wszystkiego.

 

Znacznie bardziej wyrafinowaną formą jest jednak przygotowanie zestawienia, które jednocześnie będzie wymagało czyjegoś komentarza.

 

Załóżmy, że postanowisz stworzyć zestawienie dziesięciu najpopularniejszych polskich podcastów o marketingu.

Wybierasz podcasterów, na których Ci zależy, a następnie piszesz do nich z prośbą o komentarz, ewentualnie o przedstawienie swojego podcastu własnymi słowami.

 

Inny przykład?Wszelkiej maści artykuły o trendach.

Zwróć uwagę, że kiedy zaczynał się rok 2020 i pojawiały się artykuły o trendach na to, co nas czeka w tym roku, to głównym wypełnieniem wszelkich tekstów były właśnie komentarze ekspertów.

Redakcja podawała jedynie trend, natomiast cały ciężar wypowiedzi merytorycznej, odniesienia się czy szerszej perspektywy spoczywał na tych, którzy zostali poproszeni o wypowiedź.

 

Dla potencjalnych ekspertów jest to forma wyróżnienia. Portal branżowy, czy też ktoś inny, uważa moje zdanie za istotne.

A dla Ciebie jest to przede wszystkim metoda na stworzenie dużego, ciekawego artykułu bez dużego wkładu własnego.

Oczywiście poza faktem, że musisz takie osoby znaleźć, poprosić, bądź przekonać do swojej inicjatywy, a potem jeszcze wyegzekwować od nich treści.

A biorąc pod uwagę, że przeważnie nie jest to związane z żadnym wynagrodzeniem, to raczej nie będziesz wysoko na czyjejś liście priorytetów.

 

I to jest ewentualna wada takiego rozwiązania.

 

Za to ewidentną zaletą jest to, że jeżeli poprosisz kogoś o taką wypowiedź i dana osoba znajdzie się wśród innych wysoko cenionych ekspertów z branży, to na pewno chętnie podzieli się później tym w swoich mediach społecznościowych.

I dzięki takiemu przekierowaniu możesz liczyć na to, że publika danej osoby zapewni Ci dodatkowe wejścia na Twój portal, stronę czy profil.

 

Reasumując, jak widzisz, jest wiele metod na to, żeby uprawiać content marketing nawet wtedy, gdy brakuje Ci czasu na tworzenie własnych treści, bądź masz go niewiele.

 

Możesz całkowicie oprzeć się na cudzych kanałach albo na autorach zewnętrznych.

Możesz oddać im całkowicie lejce i sterty nad swoimi mediami społecznościowymi, blogiem czy newsletterem lub okazjonalnie korzystać z czyjejś pomocy.

 

Jak to zrobić?

 

Cóż, wybór najlepszej drogi zależy wyłącznie od Ciebie i powinien wynikać ze strategii Twojego biznesu.

Gorąco polecam połączenie przynajmniej kilku metod.

Bardzo możliwe, że kwestie, które omówiłem dzisiaj, mogą być pewną formą uzupełnienia tego, co i tak realizujesz już samodzielnie w swoich kanałach.

Kto wie, może dadzą Ci trochę niezbędnego oddechu, który pozwoli znaleźć świeży start lub motywację do kolejnych contentowych działań. Czego Ci bardzo serdecznie życzę.

 

I to tyle w pierwszym odcinku.

 

Teraz powinienem zapewne wymienić te wszystkie rzeczy, o które prosi każdy szanujący się podcaster.

 

Do rzeczy.

 

Jeżeli możesz, zasubskrybuj ten podcast. Jest to najszybsza metoda na to, żeby dowiedzieć się o nowych odcinkach, które się pojawią.

A mam zamiar wypuszczać je regularnie.

 

Daj łapkę w górę, jeżeli oglądasz to na YouTube lub zostaw recenzję, jeżeli ściągnąłeś to bezpośrednio z iTunes czy innego miejsca.

Dzięki temu podcast dotrze do szerszej publiki na czym – nie ukrywam – bardzo mi zależy. Cokolwiek z niego zrobisz, będzie dobrze, a mi pomoże dotrzeć do nowych osób.

 

A jeśli nie zrobisz nic, a nadal tu jesteś, to przede wszystkim dziękuję Ci za wysłuchanie i do usłyszenia.

 

Pozdrawiam

Artur Jabłoński