Efekt Ikea, czyli to jest lepsze, bo ja to zrobiłem!

Samodzielnie ugotowane potrawy smakują lepiej – zgodzisz się? Może Twoja jajecznica nie będzie smaczniejsza od sushi, ale kiedy zestawisz ją z jajecznicą sąsiada uznasz, że była lepsza. Dlaczego?

Dzieje się tak, ponieważ wyżej cenimy rzeczy, do których przyłożyliśmy rękę. Jeśli kiedykolwiek składałeś mebel najbardziej znanego szwedzkiego producenta, to znasz to uczucie satysfakcji, gdy patrzysz na skończone dzieło. Niby zwykła kuchnia, a prawie dzieło sztuki, prawda? Myślisz tak tylko dlatego, że to Ty ją złożyłeś. Nie było łatwo, ale wysiłek i końcowy sukces sprawia, że czujesz się do tego mebla bardziej przywiązany. Stąd nazwa: efekt Ikea.

Efekt Ikea to kolejne psychologiczne odkrycie pokazujące, że wartość, którą przypisujemy rzeczom jest czysto subiektywna i zależy, między innymi, od naszego zaangażowania w proces ich tworzenia. Jak twierdzi Dan Ariely – jeden z profesorów badających to zjawisko – płyną z tego bardzo ważne wnioski dla wielu dziedzin.

Spójrzmy chociażby na organizację pracy przy projekcie. Pracownik, który zajmuje się tylko wycinkiem danego projektu nigdy nie będzie w niego zaangażowany w równym stopniu, co pracownik, który jest jego częścią na każdym etapie.

Ten, kto uczestniczy w czymś od początku do końca, ma większe poczucie współtworzenia. Widzi finalny efekt. Temu, który go nie widzi, przestaje zależeć. Traci cel z oczu, więc i z serca. Pomyśl, być może powinieneś przemyśleć strukturę i podział pracy w obrębie swojego zespołu?

Znajomość Efektu Ikea od wielu lat przydaje się też marketingowcom. W latach pięćdziesiątych na rynku pojawiły się ciasta w proszku. W założeniach wspaniały produkt, pozwalający oszczędzić czas i ograniczyć wysiłek gospodyń domowych.Tymczasem kobiety nie chciały ich kupować. Wstydziły się podawać tak przygotowane ciasta gościom. Myślały: „Jak mogę uznać ciasto, do którego tylko dodałam wody za swoje?”

Producenci i marketerzy znaleźli rozwiązanie tego problemu. Zmienili skład produktu. Oprócz wody należało dodać również jajko. Proces przygotowania ciasta zyskał kolejny etap. To wystarczyło, by zadowolić gospodynie domowe, które czuły się teraz w większym stopniu „autorkami” ciast z torebki.

Ile razy padłeś ofiarą Efektu Ikea? Co możesz zrobić, by wykorzystać go do zwiększenia wartości swojego produktu lub poprawy pracy swojego zespołu? Pomyśl o tym!

Do przeczytania,

Artur Jabłoński