Zamknięci w bańce informacyjnej

Liczba danych na świecie podwaja się co dwa lata. W tym czasie produkujemy ich więcej niż przez poprzednie 20 tysięcy lat naszej historii. Dostęp do informacji już dawno przestał być problemem. Problem w tym, że nie umiemy lub nie chcemy ich szukać.

Olbrzymia ilość informacji, która dociera do nas każdego dnia sprawiła, że coraz trudniej uszeregować je według ważności. Nie potrafimy rozróżnić rzeczy istotnych od nieważnych – sygnałów od szumów, jak ujął to w swojej książce Nate Silver. Wyzwaniem staje się znalezienie metody, która to ułatwi.

 

Pułapka personalizacji

Wydaje się, że ją znaleźliśmy. To wszechobecne algorytmy, które usuwają nam z pola widzenia rzeczy, które najpewniej sami i tak byśmy zignorowali. Spotify mówi, jakiej muzyki słuchać. Goodreads i Filmweb podpowiadają kolejne lektury i filmy. Wreszcie Facebook, a wkrótce również Twitter i Instagram, decydują, jakie treści od znajomych/obserwowanych osób widzimy.

Wszystko oczywiście na podstawie naszych preferencji. Tylko czy możemy zaufać własnym wyborom?

Informacja to jedzenie

JP Rangaswami porównał informacje do jedzenia. Najszybciej i najłatwiej konsumuje sie fastfoody. Warzywa i zdrowe rzeczy ciężko przełknąć (przynajmniej większość z nas ma problemy, by się do tego zmotywować). Do najsmaczniejszych nie należą, ale potrzebujemy ich dla zdrowia organizmu. Dlatego z konsumowaniem treści (jak widać nieprzypadkowo przyjęło się to określenie) – podobnie jak w przypadku diety – toczymy nieustanną walkę między łaknieniem a poczuciem odpowiedzialności.

 

O ile jednak w przypadku diety za każdym razem podejmujemy wybór, o tyle stopniowo tracimy taką możliwość, korzystając z algorytmów. Wystarczy, że wystarczająco wiele razy zdecydujemy się na inforozrywkę, a ambitnych treści będziemy oglądać coraz mniej.

 

Filter Bubble

W ten właśnie sposób zamykamy siebie w czymś, co Eli Pariser nazwał bańką informacyjną (Filter Bubble). Teoretycznie wszystko jest w porządku – otrzymujemy treści, które nas interesują. Niestety, w rzeczywistości rodzi to szereg problemów. By to zrozumieć, porozmawiajmy o Twojej ulubionej muzyce.

 

Jaki jest Twój ulubiony zespół muzyczny? Jak myślisz, czy dalej nim będzie za dziesięć lat? Większość osób, którym naukowcy zadają to pytanie odpowiada, że tak. A teraz przypomnij sobie, kto był Twoim ulubionym wykonawcą dziesięć lat temu. Najpewniej ktoś zupełnie inny niż teraz, prawda? To skoro masz świadomość, że Twój gust muzyczny ewoluował przez te wszystkie lata, to dlaczego zakładasz, że już się nie zmieni?

Psychologowie opisali to zjawisko jako złudzenie końca czasu. W skrócie oznacza, że w każdej chwili uznajemy, że jesteśmy tacy, jacy powinniśmy być, w pełni ukształtowani. Nie zakładamy dalszych zmian.

Jaki ma to związek z bańką informacyjną? Wbrew pozorom – bardzo duży. Algorytmy, które decydują o tym, co oglądasz, bazują na Twoich obecnych zainteresowaniach. Nie biorą pod uwagę, że możesz się (chcieć) zmienić. Gdy raz dasz im znać, co lubisz, ciężko będzie to odwrócić.

 

Górą nasi

Pół biedy, gdyby sprawa dotyczyła tylko naszych upodobań. Gorzej, gdy bańka informacyjna ogranicza nasz dostęp do informacji i zaburza ich postrzeganie.

 

Jeżeli widzisz tylko treści, z którymi się zgadzasz, może Cię to doprowadzić do skrajnych poglądów oraz przekonania, że wszyscy myślą tak samo jak Ty. Gdy natrafiasz na osobę o odmiennym stanowisku, odrzucasz jej zdanie – na pewno musi się mylić. Algorytmy sprzyjają radykalizacji i polaryzacji środowisk o przeciwnych poglądach.  

 

Brzmi okropnie, prawda? Tylko czy rzeczywiście wszystkiemu winne są algorytmy? Może winę ponosimy my sami? W końcu 67% Amerykanów przebadanych przez PEW Research otwarcie przyznaje, że śledzi tylko informacje, które ich interesują. Wybierają je świadomie.

 

Błędy poznawcze

Daniel Kahneman opisał zjawisko skrzywień poznawczych, swego rodzaju skrótów myślowych, którymi posługuje się nasz mózg. Często błędnych, przez co prowadzą nas na manowce. Jednym z nich jest tak zwany błąd konfirmacji – tendencja do wybierania i preferowania źródeł zgodnych z naszym światopoglądem. Dzięki temu chronimy własne ja, przekonanie o słuszności swoich racji.

 

Wpływ błędu konfirmacji na nasze myślenie badano wielokrotnie. W jednym z eksperymentów kilkoro Amerykanom dawano do przeczytania wewnętrznie sprzeczne wypowiedzi polityków różnych stronnictw z prośbą o ocenę ich słuszności. Uczestnicy zawsze znajdowali sposób, by obronić kandydata z popieranej przez siebie partii i pogrążyć jego oponentów.

Błąd konfirmacji jest powszechnym i bardzo silnym zjawiskiem. Dick Cheney – były wiceprezydent Stanów Zjednoczonych – zasłynął z tego, że nie wchodził do pokoju hotelowego, dopóki nie włączono w nim jednego z popierających konserwatystów kanałów telewizyjnych. Robił to z premedytacją, ale większość z nas uważa, że zachowuje neutralność, podczas gdy w rzeczywistości daje się wodzić za nos własnemu mózgowi.

 

Twoje kliki mają znaczenie

Nie jesteśmy w stanie poradzić sobie z szumem informacyjnym. Algorytmy, które miały nam w tym pomóc, zamieniły jeden problem na inny – zamykają nas w bańce własnych zainteresowań, poglądów i gustów. Jednak nie są do końca winne, przynajmniej nie tylko one.

 

To w końcu my decydujemy, w co klikamy i możemy przynajmniej próbować nie dać się całkowicie pochłonąć personalizacji serwowanych nam treści. Musimy tylko zdać sobie sprawę z tego, że taki problem istnieje i nas dotyczy, czyli starać się dostrzegać i pokonywać własne błędy poznawcze.

 

Niezależnie od tego, kto jest winien, świadomość istnienia baniek informacyjnych to pierwszy krok do tego, by się z nich wyrwać. W końcu, jak powiedział Goethe, „Nikt nie jest tak bardzo zniewolony jak ktoś, kto czuje się wolnym, podczas gdy w rzeczywistości nim nie jest”.

Jak poradzić sobie z bańką? Urozmaicaj swoje źródła informacji. To właśnie w znikomej ich liczbie, zdaniem Michaela Shermera, tkwi źródło problemu. Przyglądaj się treściom, którymi normalnie byś się nie zainteresował. Zacznij korzystać z wyszukiwarek wolnych od personalizacji, jak na przykład Duck Duck Go.

 

Powodzenia i do przeczytania,

Artur Jabłoński