Ile jest wart wpis na tablicy blogera?

blogBloger lubi prezenty. #DaryLosu, jak nazywa je mediafun. Niektórzy tylko dla nich blogują. Prowadzą pseudoblogi pełne testów kaszek czy przypraw po 1,20. Jarają się darmochą.

Inni zbierają droższe gadżety. Nie muszą z nimi nic robić. Jeśli są fajne, robią im zdjęcia i puszczają w świat swoimi kanałami społecznościowymi. Jeśli są niefajne (czytaj: głupie) – publicznie wyśmiewają. Obdarowywanie blogera to ryzyko.

Bloger jest cewebrytą. Żyje z opinii. Jeśli wypowie się pozytywnie o jakimś produkcie lub marce, społeczność mu uwierzy. Dlatego dostaje prezenty, by pokazać się z nią u boku. Mechanizm doskonale znany.

Z kolei dla blogera dostać prezent od marki to dowód uznania. Może wówczas powiedzieć o sobie, że został wyróżniony na tle stada. To poświadcza jego wpływowość. Wstawia więc szybko zdjęcie na tablicę, by inni się o niej przekonali. W ten sposób buduje swoją pozycję. Walutą, którą marka mu płaci jest poszanowanie środowiska i czytelników.

Najwięksi blogerzy już tego nie potrzebują. Mogą przebierać w gratisach. Prezentują swoim społecznościom tylko te najciekawsze. Niekoniecznie najdroższe. Najbardziej wymyślne. Marki i agencje kombinują więc, jaki upominek najbardziej przypadnie do gustu blogerowi.

A gdyby tak pójść na skróty? A gdyby do prezentu dołączona było zlecenie publikacji materiału na określoną, atrakcyjną dla blogera kwotę?

Blogerzy często podkreślają, że ich tablice nie są darmową powierzchnią reklamową. Zwłaszcza przy negocjowaniu stawek i liczby publikacji przy akcjach, do których są zapraszani. Z drugiej strony wystarczy im coś wysłać ląduje to na wallu bez burzenia się. Paradoks? Jeśli tak, to ile czasu potrzeba, by blogerzy go dostrzegli i ukrócili cały proceder?

Tego typu płatne publikacje to przyszłość relacji z blogerami. Prawdopodobnie wcale nie tak odległa. Być może część toplisty blogerów już pobiera opłaty, tylko się tym jeszcze nie chwali, bo nie zostałoby to zaakceptowane przez publikę i środowisko.

Osobiście nie mam nic przeciwko. Byle bloger ciekawie wkomponował wszystko w swoją strategię komunikacji. Ciekawi mnie tylko, jak przyjmą to czytelnicy.

Jak wy byście na to zareagowali?

Do przeczytania!

Artur Jabłoński