Jak napisać referencje? Samemu!

Wykonujesz swoją pracę. Prowadzisz szkolenie, przygotowujesz projekt graficzny, cokolwiek. Robisz to dobrze. Wszyscy są zadowoleni z efektów. Mija kilka dni, może tygodni. Odzywasz się do zleceniodawcy i prosisz o referencje. Zaczynają się schody.

Dlaczego Polacy tak niechętnie wystawiają referencje? Jeżeli już zdobędą się na ten akt łaski, zazwyczaj proszą, by… napisać je samodzielnie. Nie rozumiem tego. Przecież to się mija z celem.

Skoro proszę Cię o referencje, to proszę o Twoje zdanie na mój temat. Własne znam. Jeśli miłość własna dopisuje, to jest ono bardzo dobre i umiem to ubrać w słowa. Wolałbym jednak przeczytać kilka komplementów, które wyszły spod cudzego pióra.

Ja na przykład mam problem z pisaniem sobie samemu referencji, a niekiedy jest to jedyny sposób, żeby jakieś dostać. Nie umiem/nie lubię chwalić sam siebie. Nawet jeżeli wiem, że grupa entuzjastycznie reagowała podczas szkoleniu, to zwyczajnie głupio mi o tym pisać. A jestem zmuszony.

Jeżeli już uda Ci się namówić kogoś, żeby samodzielnie napisał referencje, to nie otwieraj szampana. Nie wiedzieć czemu, Polacy mają problem ze skreśleniem kilku miłych słów na czyjś temat. Referencje – i wiem to nie tylko na swoim przykładzie – przeważnie utrzymane są w suchym, wręcz sprawozdawczym tonie. Ktoś zrobił coś w sposób profesjonalny, koniec tematu. Choćbyś dwoił się i troił nie licz na nic więcej ponad „profesjonalnie wykonał zadanie”.

Dobrze, że są generatory referencji (tylko u nas mogło coś takiego powstać). Paradoks: tworzone szablonowo teksty będą milsze i bardziej osobiste niż pisane specjalnie dla Ciebie słowa.

Jakie masz przejścia z referencjami? A może właśnie Tobie nie chce się poświęcić kilkunastu minut, by oddać honory czyjejś pracy?

Do przeczytania,

Artur Jabłoński

ps: zdjęcie pochodzi z serwisu Gritting.com