Formuły copywriterskie – przestań ich unikać

Jednym z ćwiczeń, które zadaję uczestnikom na szkoleniach z copywritingu, gdy tworzymy tekst reklamowy czy informacyjny, jest pisanie tytułów. Oczywiście najpierw omawiamy, w jaki sposób się to robi. Nie ma grupy, która by się nie zdziwiła, gdy stwierdzam, że najwięcej mogą się w tym zakresie nauczyć z lektury Faktu czy Super Expressu. Dlaczego tak jest?

Wszystko sprowadza się do pojęcia tak zwanych formuł copywriterskich. Czym one są? To szablony, schematy o potwierdzonej skuteczności w przyciąganiu uwagi i generowaniu kliknięć. Wystarczy, że dopasujemy do nich naszą treść i dobry tytuł mamy załatwiony.

Oczywiście nie wszystkie formuły da się wykorzystać do każdego typu treści czy tematu, ale przeważnie co najmniej kilka pasuje. Jest w czym wybierać – sam kojarzę około dwustu. Na pewno wkrótce opiszę je na blogu oraz w książce.

 

Przykłady formuł copywriterskich

Niektóre formuły nauczyliśmy się już rozpoznawać. To na przykład wyliczanki: „10 sposobów na udany seks w małzeństwie”, „15 przepisów na wakacyjne koktajle”. Widzimy je wszędzie. Jeżeli ich nie trawisz, mam dla Ciebie złą wiadomość – szybko nie odejdą. Są niesamowicie skuteczne.

Inną formułę na własny użytek nazywam „budzeniem wątpliwości„. To zdanie oznajmujące udające pytanie, które przez to sugeruje odpowiedź twierdzącą i przyciąga uwagę. Przykłady: „Lewandowski zmieni klub?”, „Wojewódzki kupuje w Biedronce?”, „Kożuchowska powiększyła piersi?”.

 

Dlaczego warto stosować formuły copywriterskie

W tym momencie wróćmy do wątku ćwiczeń na moich szkoleniach. Wiele osób kręci głową, gdy zaczynamy omawiać tego typu przykłady i się na nich wzorować. Uważa, że tabloidowe chwyty im nie przystoją lub nie da się ich dopasować do treści niebędących czystą rozrywką/sensacją.

To błąd.

Formuły copywriterskie same w sobie są neutralne. To, że mamy do nich negatywny stosunek (i przez to nie chcemy z nich korzystać) wynika wyłącznie z kontekstu użycia, w jakim je najczęściej widujemy.

Gdy towarzyszą tabloidowej treści, prychamy niechętnie. Jesteśmy na nie wyczuleni. Tymczasem nie mamy podobnych odczuć, jeśli temat tekstu reklamowego czy informacyjnego jest poważniejszy. Szybki rzut oka na Money.pl zwraca przynajmniej trzy przykłady użycia formuły „budzenie wątpliwości”.

Zrzut ekranu 2016-06-23 22.00.05 Zrzut ekranu 2016-06-23 21.59.56 Zrzut ekranu 2016-06-23 21.59.11

A to zaledwie po szybkim rzuceniu okiem na stronę główną. Standardem są teksty typu „10 faktów o kredytach we Frankach” czy „Wig20 znowu w górę?” oraz przykłady innych formuł.

Gorąco Cię zachęcam do zgłębienia tego tematu. Na początek polecam kilka moich artykułów: pierwszy, drugi i trzeci. Zapamiętaj, że formuły są skuteczne i same w sobie nie wywołują negatywnej reakcji czytelników – ta zależy od tematu, który poruszasz.

Na koniec zaś odpowiedź na ostatnią obawę, z którą często muszę się mierzyć.  Jeżeli stosujesz formułę, by przyciągnąć uwagę, ale rzeczywiście dostarczasz wartościową treść, to nikt nie będzie Ci miał za złe tego, jak zatytułowałeś artykuł.

 

Do przeczytania!

Artur Jabłoński