Czego Michael Schumacher uczy o pracy w zespole?

J1B jest blogiem o marketingu we wszelkich jego odmianach, ale raz na jakiś czas zdarza mi się napisać coś bardziej osobistego. Spotyka się to wówczas z pozytywnym przyjęciem – jak wówczas, gdy pisałem o historii swojego sukcesu w przeglądzie piosenki autorskiej.

Kiedy więc zostałem zaproszony przez Grant’s do podzielenia się listą osób, którym coś w życiu zawdzięczam, nie wahałem się ani chwili. Właśnie startuje nowa kampania marki, w której tacy ludzie są motywem przewodnim. Sam zobacz:

Idea bardzo mi się spodobała. Dlaczego? Bardzo często trafiam w sieci na wpisy, których autorzy chwalą się, że do wszystkiego doszli sami. Sukces zawdzięczają tylko sobie! Pracą własnych rąk się dorobili! I tak dalej.

Nie neguję ich wysiłku. Sęk w tym, że wielokrotnie zapominamy, iż to właśnie pomoc lub wsparcie innych osób umożliwia nam dojście do celu. Tak jak za każdym liderem stoi zespół, który wspólnie pracuje na zwycięstwo, tak za każdym z nas stoi grupa osób, dzięki której jesteśmy tu, gdzie teraz.

Doskonale rozumie to Michael Schumacher, który po każdym zwycięstwie zwykł dziękować swojemu zespołowi – gdyby nie szybkość i precyzja, z jaką działają, nie osiągałby takich czasów (wiesz, że uczyli tego chirurgów w jednym z amerykańskich szpitali?).

Niestety, większość ludzi zapomina o cudzych wysiłkach. Przykładowo: jednym z problemów zespołów projektowych jest skrzywienie poznawcze, które sprawia, że mamy tendencję do wyolbrzymiania swojego wkładu, a umniejszania roli pozostałych jego członków.

Z kolei jeżeli nawet widzimy czyjś wysiłek, to często przechodzimy nad nim do porządku dziennego. Traktujemy go jako oczywistość, podczas gdy sami w tej sytuacji chcielibyśmy, żeby ktoś nas docenił.  Mąż nie powie żonie, że obiad był pyszny, „bo przecież sama jadła i wie, jak smakuje” – a ona właśnie na to czeka.

Osób, którym ja mógłbym w tym wpisie podziękować jest wiele – znudziłoby Ci się scrollować.  Wkładu niektórych nie da się przecenić. Tak jest w przypadku mojej mamy, bez której nie byłbym tu, gdzie jestem (dzięki, mamo!) czy mojej narzeczonej, Marty, do której idealnie pasuje cytat: „Behind every great man there stands even greater woman” (see what I did there?).

Gdybym nie poznał Dominika, nie zorganizowalibyśmy wspólnie SIM Toruń. Gdyby nie Rafał, na którego zajęcia uczęszczałem podczas studiów i który regularnie straszył mnie bezrobociem absolwentów, może nie wziąłbym się tak szybko do roboty. I tak dalej, i tak dalej.

Nie chcę wpadać w patetyczny ton. Myśl przewodnia tego wpisu, którą chcę, byś zapamiętał jest prosta: każdy z nas jest tym, kim jest, nie tylko ze względu na swoje działania, ale także dzięki ludziom, którzy go po drodze wspierają. Nie zawsze musi to być coś wielkiego czy spektakularnego.

Pamiętaj o tym i naucz się doceniać wkład innych. Zrób to… z egoistycznych pobudek. Badania Martina Seligmana i Ed Diener pokazują na przykład, że wspierająca rodzina i bliscy mają większy wpływ na sukces życiowy niż iloraz inteligencji. To oni sprawiają też, że czujemy się naprawdę szczęśliwi.

Na wsparcie trzeba zasłużyć – na przykład dobrym słowem. Ludzie, których doceniasz i umiesz to zwerbalizować, stają się bardziej lojalni i chętnie ponownie Ci pomogą. Wykorzystaj to!

Do przeczytania

Artur Jabłoński