Jak przygotować własny kurs online? Case study "21 narzędzi marketingu internetowego"

Pomysł na własny kurs e-mail chodził za mną kilka miesięcy i powoli dojrzewał. Odkładałem moment startu, aż w końcu pewnego dnia postanowiłem po prostu usiąść przy kawie i rozpisać całość.

Dziś podzielę się z Tobą, jak wyglądał cały proces planowania, przygotowania i prowadzenia kursu dzień po dniu. Pokażę Ci statystyki, narzędzia oraz wspomnę o swoich błędach, abyś ich nie popełnił. Nie mam nic do ukrycia!

Mam nadzieję, że mój przykład będzie dla Ciebie inspiracją. Może wkrótce to ja zapiszę się na Twój kurs, który postanowisz stworzyć po lekturze?

 

Idea

Zacznijmy od podstaw. Dlaczego właśnie kurs e-mail? Dlaczego nie po prostu kolejny wpis na blogu? Przecież mam kilka „narzędziowników” i kolejny idealnie wpisałby się w popularną na blogu tematykę.

Zdecydowałem się na kurs z kilku powodów.

Wygoda dla uczestników – założyłem, że przeglądanie kilkunastu narzędzi zebranych w jednym wpisie jest przytłaczające. Kiedy znaleźć na to czas? Co innego jedno narzędzie dziennie. Szczególnie wieczorem, gdy mamy trochę wolnego dla siebie. Stąd późna pora wysyłki – 19:00 – a nie godziny przedpołudniowe, jak w innych kursach, które miałem okazję obserwować.

Hipoteza okazała się słuszna – dostałem sporo mejli chwalących formułę właśnie za wygodę.

Eksperyment z formą – miałem ochotę zrobić na blogu coś nowego, czego jeszcze nie testowałem. Założyłem, że, ze względu na ciekawy format, tak skonstruowany „narzędziownik” przyciągnie dużo większą publikę niż zrobiłby to wpis na blogu i pomoże mi zwiększyć zasięg blogu oraz liczbę subskrybentów newslettera.

Sprawdzone narzędzia – Poradników zbierających przydatne narzędzia jest mnóstwo, ale ja chciałem zmienić formułę czegoś takiego: pokazując pojedyncze narzędzia do konkretnych zadań. Nie kilka, a jeden rekomendowany wybór, pod którym mogę się podpisać, bo sam z niego korzystam.

 

Przygotowania

Zdecydowałem się poświęcić ruch na blogu i formularz zapisów umieścić na zewnątrz, by całość zyskała profesjonalną oprawę. Skorzystałem z landingi.pl, które zawsze rekomenduję na szkoleniach jako idealne narzędzie do tworzenia stron dedykowanych krótkotrwałym akcjom, np. konferencjom czy promocjom.

Tak powstała strona 21narzedzi.getprofit.info. Miałem wątpliwości co do adresu – czy ludzie zaufają dziwnej domenie? – ale nie okazał się problemem.

Drugim narzędziem, którego potrzebowałem był system do wysyłki newsletterów. Zazwyczaj korzystałem z Mailchimpa, ale tym razem zdecydowałem się na Mailer Lite. Dzięki integracji z Landingi.pl szybko zautomatyzowałem wysyłanie wiadomości powitalnej każdej nowej zapisanej osobie, w której wyjaśniałem, jak będzie wyglądał kurs i kiedy startuje.

 

Promocja

Przed oficjalnym ogłoszeniem naboru uczestników zakładałem, że uda mi się przyciągnąć pięćset osób. Tymczasem efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Przez pierwsze 24 godziny zapisało się ponad 1000. Potem oczywiście tempo wzrostu bazy odbiorców zdecydowanie zmalało, by ostatecznie zatrzymać się na 1667 osobach.

Poza momentem startu zapisów, najwięcej nowych uczestników dopisało się ostatniego dnia, gdy w paru miejscach puściłem informację, że to ostatnia szansa. Przybyło wówczas około 80 osób. Magia ograniczonego dostępu.

Gdy kurs już się rozpoczął, na stronie pojawiła się zapowiedź kolejnych edycji, która zbiera uczestników już do głównej bazy newsletterowej. Przez 3 tygodnie trwania kursu w ten sposób powiększyła się ona o prawie setkę osób.

 

Jak promowałem kurs

Kurs w zasadzie wypromował się sam, czasami w miejscach, które zaskakiwały mnie samego. To, co zrobiłem, to oczywiście opublikowałem informację na profilu prywatnym i fanpejdżu oraz na Twitterze. Poza tym, umieściłem informację o kursie w grupach branżowych. Przygotowałem również wpis o kursie na blogu oraz puściłem informację w swoim newsletterze.

Potem poszło. Czytelnicy zaczęli udostępniać informację o kursie. Doszło do tego, że linki czy wzmianki zaczęły pojawiać się w miejscach, w których bym się tego zupełnie nie spodziewał (ile ciekawych zakątków sieci dzięki temu poznałem!).

Dobrą nowinę w świat ponieśli niektórzy influencerzy, na przykład Michał Sadowski. Kurs pojawiał się jako wątek na wykładach i konferencjach – np. Jan Zając mówił o nim na inauguracji School of New Media w Katowicach. Na pewno pojawił się również w jednym… podcaście!

Zrzut ekranu 2016-02-23 14.42.33

Zrzut ekranu 2016-02-23 14.42.20

 

Czy wspierałem promocję finansowo? Owszem, ale w niewielkim stopniu – wydałem na ten cel może 30 złotych, by zwiększyć zasięg postu z informacją o kursie wśród fanów blogu na Facebooku. Więcej płatnych opcji nie wykorzystywałem.

 

Przebieg kursu – jak wyglądały statystyki?

Landing page przyciągnął 2631 osób i osiągnął 63,35% konwersji. Kurs startował z bazą 1667 osób. Zrezygnowało niewielu – ostatnia wysyłka poszła do 1645 osób.

Zrzut ekranu 2016-02-23 14.49.34

 

Przez cały czas trwania kursu CTR oscylował w okolicach 7- 15%. Najwyższy wskaźnik osiągnął pierwszy odcinek – 28,01% oraz, co zrozumiałe, ostatni – 20,12%. Mejle otwierało średnio między 38 a 45% uczestników.

 

Zrzut ekranu 2016-02-23 14.49.52

 

Co dał mi kurs

Ogromną satysfakcję – tylu głosów pochwalnych na swój temat nie czytałem jeszcze nigdy ;)

To bardzo miłe, bo wiele osób odpisywało na kolejne odcinki nawet prostym „Dziękuję”. Inni zgłaszali sugestie narzędzi, które chcieliby zobaczyć lub zamienniki tych, które ja polecałem. Te wiadomości były dla mnie najcenniejsze – uważam, że odpowiedź na wiadomości to najwyższy poziom zaangażowania przy mailingach.

Zrzut ekranu 2016-02-23 14.57.14

Zrzut ekranu 2016-02-23 14.57.03

 

Co jeszcze?

Moja baza mailingowa blogu liczy teraz ponad 2000 osób – wzrost o ponad 75%.

Zyskałem kilku klientów, których do wysłania zapytania ostatecznie przekonały format i jakość kursu.

 

Co zrobiłbym lepiej?

Choć jestem zadowolony z wyników kursu, to z perspektywy czasu wiem, że kilka rzeczy mogłem zrobić lepiej i polecam Ci je dobrze przemyśleć, jeśli przymierzasz się do podobnego projektu.

 

Więcej promocji! – zachłysnąłem się odrobinę dobrym wynikiem organicznym i, przyznam szczerze, odpuściłem. Uznałem, że kurs w zadowalający sposób rozejdzie się sam. Odrobinę się przeliczyłem, bo po początkowym tempie wzrostu liczyłem na 2500 adresów bez dodatkowych działań i nie udało się. Przygotowania tak mnie wykończyły, że zabrakło czasu i chęci na ostatniej prostej.

 

Przygotowanie mejli zawczasu – Nie miałem napisanej ani jednej wiadomości w chwili startu kursu. Jedynie przygotowaną listę narzędzi, która i tak uległa zmianie, bo i ja zmieniałem zdanie, co chcę subskrybentom zaprezentować. Przez 3 tygodnie nigdy nie udało mi się zaplanować wysyłki więcej niż trzech wiadomości do przodu. Było więc trochę nerwów, by każdego dnia znaleźć czas na kurs. E-booka szykowałem podczas podróży pociągiem i skończyłem dwie godziny przed wysyłką ostatniego odcinka.

 

E-book – skoro już przy nim jesteśmy… na pewno przygotowałbym go w atrakcyjniejszej formie. Najpewniej po prostu zlecił to komuś na zewnątrz, zamiast kombinować samemu.

 

Ile to kosztowało?

Poza moimi roboczogodzinami? 99 zł netto za pakiet miesięczny landingi.pl oraz 36 zł netto za pakiet w Mailer Lite. Łącznie 135 zł netto.

 

 

Na koniec… e-book dla Ciebie!

Jeżeli chcesz zapoznać się z narzędziami, które polecałem w kursie, to mam dla Ciebie prezent – e-booka, którego otrzymali po zakończeniu uczestnicy kursu. Jak go zdobyć? Wystarczy, że skorzystasz z przycisku poniżej, by udostępnić ten wpis w wybranym przez siebie kanale społecznościowym.

 

 

Zachęcam Cię też, abyś dołączył(a) do subskrybentów mojego newslettera. Dla stałych czytelników szykuję więcej podobnych atrakcji.