Na miano blogera trzeba sobie zasłużyć

notebook-computer-writing-bloggingMichał Górecki ostatnio rozpisuje się o blogosferze. Daję lajka każdej kolejnej notce, bo absolutnie się z nimi zgadzam. Pod lajkiem najnowszej – o nieprzewidzianym rozwoju blogosfery – rozpoczęła się u mnie na profilu standardowa dyskusja na temat „blogerzy a dziennikarze”.

Konserwatywnie nastawiona publika stawia wyżej tych drugich. Jednym z podstawowych argumentów na obronę tej tezy jest: bo dziennikarze publikują w mediach o ustalonej renomie, licznym gronie odbiorców a blogerzy to takie niepoważne dzieci piszące pamiętniczki, które im się nudzą po pierwszym wpisie.

Nie chcę wdawać się w definiowanie blogera, bo to trochę błędne koło. Sęk w tym, że rozpowszechnianie sądu typu „blogerem jest każdy, kto ma bloga” prowadzi potem do takich nieporozumień. Nadużyć, chciałoby się rzec.

Nie, nie jest blogerem każdy, kto ma bloga. Na miano blogera trzeba sobie zasłużyć. Systematycznym pisaniem. Budowaniem społeczności i stałym kontaktem z nią. Rosnącymi statystykami. Jakimkolwiek innym kryterium, którym zazwyczaj mierzy się popularność bloga.

Nieczytany bloger to żaden bloger.

Nie piszę tego po to, by komukolwiek dokuczyć. Wykluczyć z blogosfery, stygmatyzować. Zdaję sobie sprawę, że nie możemy powiedzieć: „każdy poniżej 5 tysięcy unikalnych to dupa nie bloger” albo „kto nie ma tysiąca fanów, to jakby nie miał bloga”. Powody są oczywiste. Blogosfera nie jest spójnym tworem. Jest kompletnym przeciwieństwem spójności. Stąd problemy definicyjne.

Trzeba jednak walczyć ze stereotypem, który jest krzywdzący dla tej aktywnej, wartościowej części blogosfery. Przekonanie, że każdy może być blogerem, wystarczy założyć bloga i zacząć pisać jest piękne, romantyczne i szlachetne. Może jednak lepiej zacząć ujmować to w inne słowa. Każdy może SPRÓBOWAĆ zostać blogerem. Każdy może ASPIROWAĆ do miana blogera. Każdy może ZACZĄĆ SWOJĄ PRZYGODĘ z blogowaniem.

Niby niewiele, a brzmi jednak inaczej. Puszcza w świat zupełnie odmienny przekaz. Przekaz, który pozwoli zrozumieć, że bycie blogerem to bycie kimś więcej niż domena na blogspocie czy innym wordpressie, darmowy szablon i hello world.

Może wówczas w wojence dziennikarzy z blogerami zwolennikom tych pierwszych wypadnie z ręki jeden argument.

A Wy co sądzicie? Każdy powinien móc tytułować się blogerem czy jednak tym światem powinny rządzić jakieś reguły?

Do przeczytania,

Artur Jabłoński