Orange i blogerzy na billboardach

krzysztof gonciarz orange

Blogerzy trafili na billboardy. Kominek, Segritta, Fashionelka oraz Krzysztof Gonciarz. Ostatnio czegokolwiek się blogosfera nie dotknie, od razu jest szeroko komentowane. Tudzież hejtowane. Tak jest i w tym przypadku.

Osobiście nie mam nic przeciwko twarzom gwiazd polskiej blogosfery na billboardach. Różni ludzie usilnie próbują wszystkich wokół przekonać, jakie to jest głupie. Podają bezsensowne argumenty.

Podobno billboardy te bardziej promują blogerów niż markę/usługę. Każdy celebryta, który pojawia się w reklamie sam na tym korzysta, więc o co chodzi? Obie strony dostają to, czego chciały. Szczerze mówiąc, Orange mogłoby tam wstawić kogokolwiek, byle jakoś wyglądał i się uśmiechał. Dla niekumających efekt byłby podobny. A tak to ci kumaci robią billboardowi dodatkowy zasięg w internecie, wrzucając zdjęcia i komentując.

Z dwojga złego wolę więc blogerów niż anonimowe modelki czy inne laski z fotolii. Przynajmniej wiem, że ich kompetencje nie kończą się na wdzięczeniu do obiektywu. Potrafią składnie złożyć kilka zdań albo dobrze się ubrać. To już poziom wyżej niż większość narodu.  A że większość ludzi ich nie kojarzy? A ilu ludzi kojarzy jakieś gwiazdy Pudelka, szczerzące zęby na co drugim słupie ogłoszeniowym? Bynajmniej nie ja.

segritta orange

Poza tym, te billboardy nie wzięły się znikąd. Są kolejnym punktem przemyślanej kampanii. Długofalowej współpracy (ciekawe, co będzie dalej?). Mogę wejść na ich strony i znajdę tam informacje na temat tej oferty – czy to zapewnia jakikolwiek inny celebryta, czy angażuje się tak bardzo? Raczej nie. W tym przypadku mam pewność, że blogerzy testowali tę usługę, kontaktowali się za jej pomocą z czytelnikami, wiedzą, o czym mówią. Pewnie, nie muszą tego kochać i mają zapłacone, żeby pochwalić, ale przynajmniej zapoznali się z tematem.

Wydaje mi się, że cały hejt wynika tylko wyłącznie z faktu, że są to blogerzy. Inaczej nikt by na sprawę nie zwrócił uwagi. Sam mam zdrowy dystans do marketingu w blogosferze – dostrzegam wady i zalety – ale w tym wypadku nie widzę powodów, żeby się czepić. A Wy co o tym sądzicie?

Do przeczytania,

Artur Jabłoński