Polska szkoła virali

Pewnie w minionym tygodniu nie uniknęliście na wallu głośnego wideo, jakim jest „John Mccane w Warszawie”. Promuje najnowszą część „Die Hard”, czyli co każdy po szkolnym kursie angielskiego potrafi przetłumaczyć – „Szklanej Pułapki”. Mniejsza jednak o kreatywność polskich translatorów. Skupmy się na jej braku wśród osób odpowiedzialnych za potworny filmik.

Nie będę się nad nim pastwił. Jest zły na tak wielu poziomach, a leżącego się nie kopie. Polski marketing nie ma szczęścia do wirali, poza kilkoma wyjątkami potwierdzającymi regułę – występuje w nich niejaki Heniu. Skupmy się na tym, co sprawia, że ludzie dzielą się viralowym wideo.

Kiedy klient mówi agencji, że chce, by szykowany właśnie wspólnymi siłami obraz stał się viralem, w odpowiedzi ludzie po stronie kreacji biją głową w mur z rozpaczy. Powiedzmy sobie już nie wstępie: nie da się zagwarantować viralowości. Co nie zmienia faktu, że można się postarać zrealizować coś, co będzie miało potencjał, by zostać viralem. Część z tych projektów będzie miała miliony wyświetleń. Część w porywach kilkaset. Taka rzeczywistość. Ani ty, ani ja, ani klient nie decydujemy, co będzie viralem. Decyduje widownia. Wiral nie równa się kampanii reklamowej. Jest rezultatem takiej, która odniosła sukces.

Jeśli chcesz zwiększyć szansę swojego filmu w starciu z milionami ujęć głupich kotów, musisz umieścić w nim mocne emocje. Naprawdę mocne. Jeśli ktoś po jego obejrzeniu lekko się uśmiechnie, to przegrałeś. On musi wybuchnąć LOLem w całej okazałości. Oczywiście to nie musi być coś śmiesznego. Możesz wzruszać, oburzać, budzić sprzeciw. Cokolwiek przywali mocno w łepetynę i wymusi reakcję. Tylko wtedy oglądający znajdzie sobie motywację, by przesłać link znajomym zamiast kliknąć następne proponowane wideo.

Przyjrzyj się najsłynniejszym wiralom ostatnich miesięcy czy lat. O ich sukcesie decydował koncept. Działo się coś tak absurdalnego i świeżego, że każdy chciał to pokazać znajomym (sukces Old Spice Mana). Will it blend? opiera się na dobrym pomyśle. Evolution of dance opiera się na dobrym pomyśle. Zabawy z Mentosem i Colą czy rekordowe domino z materacy są po prostu szalone – a ludzie kochają zwariowane, pozytywnie zakręcone rzeczy. Procter & Gamble z kolei konsekwentnie wali w jedne z najsilniejszych afektów – uczucia matki do dziecka. Nie jest przy tym nachalny z brandowaniem wideo jak popadnie. Tamtejsi marketerzy zdają sobie sprawę, że ludzie dzielą się między sobą opowieściami i zawartymi w nich emocjami – a nie reklamami.

Korzystaj z tych samych elementów: zaskakuj, wywołuj silne reakcje. Jeżeli nie jesteś w stanie opowiedzieć historii, która przyciągnie tłumy swoim ładunkiem emocjonalnym, pozostaje Ci tylko jedno wyjście: BuyRal ;)

[youtube http://www.youtube.com/watch?v=tIwH7ptHCWc&w=560&h=315]

 

Przeczytaj także inne wpisy z kategorii Social Media: