Rekrutacja specjalisty social media – czego nie robić

Dużo się mówi o tak zwanych social media ninja. O ich niskim poziomie wiedzy. O tym, że psują rynek, pracując za dwieście złotych. Zrażają potencjalnych klientów profesjonalnych usługodawców do mediów społecznościowych.

Czy ktoś jednak spytał, jaki poziom prezentują zleceniodawcy?

Miałem okazję obserwować przebieg rekrutacji na stanowisko specjalisty ds. social media w jednej z toruńskich firm, której nazwę litościwie pominę. O posadę ubiegały się znane mi osoby, których kompetencje i wiedza nie ulegają wątpliwości.

Warunkiem przejścia do kolejnego etapu rekrutacji było jak najlepsze zdanie testu wiedzowego o social media. Pytania, które tam zawarto, pokonały ekspertów.

Były za trudne? Skądże. Były za głupie.

Co to jest Google Sparks?

Czym się różni Twitter od Facebooka?

Zestaw przygotowano chyba w oparciu o artykuł z „Poradnika Domowego” albo „Tiny”. Odpowiedzi oceniano najpewniej według klucza równie bezsensownego jak maturalny.

Znajomość narzędzi analitycznych, wspierających, aplikacji? Niepotrzebne. Orientacja w najnowszych trendach? Eee tam. Umiejętność przygotowania strategicznego planu działań? Jaki plan przecież chcemy puszczać wpisy z kotami na przemian z ofertą.

Znam przebieg rozmowy telefonicznej między rekruterką a odrzuconym kandydatem, podczas której informowany o negatywnej odpowiedzi punkt po punkcie obnażył debilizm testu. Nie było odpowiedzi. Nikt nie zastanowił się nad pokaźną liczbą przedstawionych wątpliwości. Nic tak nie denerwuje jak ignorancja!

Social media trochę już okrzepły, ale dla wielu to wciąż świeży temat. Zwyczajnie nie chcą lub nie mają czasu się w niego wgryzać. Dlatego chcą zatrudnić od tego ludzi. Słuszne i chwalebne. Tu pojawia się problem, bo skoro nie znają się na mediach społecznościowych, to jak mają wybrać właściwą osobę?

Nie każdy chce korzystać z usług agencji – kwestia kosztów, preferencji czy specyfiki biznesu, który wymaga mocnego wtajemniczenia pracownika w życie firmy, itd. Toruński przypadek każe mi jednak twierdzić, że warto by zastanowić się nad korzystaniem z usług zewnętrznych rekruterów. Kogoś, kto będzie w stanie ocenić kompetencje kandydata.

Jeśli nie chce Ci się podjąć wysiłku, by znaleźć właściwego człowieka, to zasługujesz na to, by Twoją firmę obsługiwał półamator. Tykająca bomba zegarowa odmierzająca czas od kryzysu do kryzysu. Tylko do siebie możesz mieć wtedy pretensje.

Macie jakiś pomysł na wyjście z tej sytuacji poza dalszymi próbami niesienia kaganka oświaty wśród niewtajemniczonych?

Do przeczytania,

Artur Jabłoński

 

Przeczytaj także inne wpisy z kategorii Social Media: