7 stycznia 2022

Sprzedaż mebli przez Internet – jak to robić?

Sprzedaż mebli przez Internet – jak to robić? (Krystyna Dziewanowska – Mebloscenka)

 

Sprzedaż mebli przez Internet nie jest prostą sprawą. Sprzedaż produktów premium podnosi poprzeczkę. Czy w praktyce tak jest? Jak zwiększyć sprzedaż mebli w branży e-commerce? O rozwoju sklepu online, sprzedaży mebli przez Internet i dbaniu o doświadczenie zakupowe klienta przeczytasz w wywiadzie z Krystyną Dziewanowską i Maciejem Grzeszczukiem.

 

Krystyna Dziewanowska – architekt wnętrz, właścicielka autorskiej pracowni projektowania wnętrz Red Cube Design oraz Mebloscenki – sklepu online z polskimi meblami premium.

Marcin Grzeszczuk – specjalista ds. reklam na Facebooku, Opiekunem Projektu z ramienia Digitalk.

 

Początki sklepu Mebloscenka – jak wygląda sprzedaż mebli przez Internet?

Artur: Dzisiaj zajmiemy się tematem sklepu internetowego z meblami premium i sprzedażą mebli przez Internet, gdyż od jakiegoś czasu w naszej Agencji Digitalk razem z Marcinem współpracujemy z Krystyną i opiekujemy się sklepem Mebloscenka.pl. Krysiu, jakie były Twoje zawodowe początki i skąd pomysł na Mebloscenkę?

Krystyna: Moja biznesowa historia zaczęła się w 2010 roku, kiedy to założyłam autorską pracownię projektowania wnętrz. Zatem, od ponad 10 lat zajmuję się projektowaniem wnętrz. W związku z tym, że bardzo często do swoich projektów używałam polskich ciekawych, oryginalnych mebli, nawiązałam kontakty producentami, tych mebli, postanowiłam, przy okazji również je sprzedawać. I tak narodził się pomysł na Mebloscenkę.

Artur: Sam pomysł, z perspektywy czasu, jest najprostszą częścią w biznesie. Jak było u Ciebie? Co w Twoim przypadku okazało się najtrudniejsze na samym początku?

Krystyna: Problemów było milion albo i kilka milionów. Największym problemem, był brak wiedzy na temat sprzedaży czegokolwiek w Internecie. Musiałam się tego wszystkiego nauczyć. Sam początek może nie był trudny. Nawiązanie współpracy z producentami, stworzenie samej strony, logo marki, wystawianie produktów w sklepie i te wszystkie podstawy nie były trudne. Natomiast, najtrudniejszym od samego początku było i nadal jest dotarcie do odpowiednich klientów. Mebloscenka ma w swojej ofercie przede wszystkim produkty premium, które są dosyć drogimi produktami, co oznacza, że musimy dotrzeć do ludzi, którzy są w stanie zapłacić za mebel więcej oraz mają odwagę zamówić mebel w Internecie. To jest dodatkowa trudność.

Artur: Zawsze zastanawiałem się, jak wyglądają zwroty w sklepie internetowym z meblami? Perspektywa zamawiania, skręcania, potem rozkręcania, żeby oddać ten mebel, nie jest zachęcająca.

Krystyna: Prawie wszystkie produkty z Mebloscenki są tak zaprojektowane, że ciężko byłoby je samodzielnie skręcić, więc przyjeżdżają do klientów gotowe. Szczególnie jeżeli mamy do czynienia produktem wykonanym ze stali – zespawanym i skręconym. Nie ma problemu ze zwrotem towaru, z tym że przesyłka jest dosyć kosztowna i ten koszt obciąża klienta. Natomiast, w ciągu tych prawie sześciu lat prowadzenia sklepu było bardzo mało zwrotów. I nie wiem, czy argument, że klient ma prawo zwrotu, w jakiś sposób przekonuje ludzi czy nie, ale zawsze informuję klienta o tym, że jeżeli produkt mu się nie podoba czy na przykład kolorystyka nie odpowiada – to zawsze może zwrócić produkt. Bardzo często wysyłamy klientom próbniki. Jeżeli klient nie ma pewności, czy na przykład jakiś kolor tkaniny, odcień drewna albo faktura mu pasuje, to wysyłamy kurierem zestaw próbników. Klient może sobie przymierzyć do innych elementów w mieszkaniu i zobaczyć, że to jest ten odcień, materiał i ten mebel też będzie mu świetnie pasował w mieszkaniu. Później go od niego odbieramy, a klient ma pewność, że to jest to, na czym mu zależało.

Artur: Świetna technika. W świecie startupów zajmujących się produktami technologicznymi coś takiego nazywa się redukowaniem tarcia. Czyli, co tu sprawić, żeby klientowi było łatwiej podjąć decyzję i dać mu jakąś mniejszą próbkę. Komentarz dotyczący zwrotów był oczywiście żartem. Wspomniałaś, że wszystkiego musiałaś nauczyć się sama i że te 6 lat temu, kiedy rozpoczynałaś swą przygodę, głównym wyzwaniem, było dotarcie do odpowiedniego segmentu klientów. Nie pozyskanie producentów – co jest dla mnie bardzo ciekawe, że byli oni tak bardzo otwarci na współpracę, a odpowiedni klienci. Jakie były pierwsze kroki, które wtedy podjęłaś? Co uznałaś za najważniejsze, by uruchomić sprzedaż mebli przez Internet? Co próbowałaś robić? Jak próbowałaś pozyskiwać tych pierwszych klientów?

Pozyskanie klienta w Mebloscence

Krystyna: Od samego początku miałam świadomość, że konkurencja jest bardzo duża, zarówno w sieci, jak i w sklepach stacjonarnych. Dlatego wiedziałam, że jeżeli nie zdecyduję się na reklamę, to nikt mnie nie zobaczy. Od samego początku współpracowałam z agencją, która zajmowała się reklamami w Internetowej i pozycjonowaniem. W każdym miesiącu robiliśmy analizę: co działa, co nie działa, gdzie ewentualnie zwiększyć budżet i w co zainwestować, by ta sprzedaż mebli przez Internet miała sens. Nie próbowałam samodzielnie reklamować się w Internecie, bo wiedziałam, że jest to dosyć skomplikowane, że bardzo często zmieniają się ustawienia w Google’u i nie chciałam tego robić sama. Od samego początku zaufałam profesjonalistom.

Artur: To jest zdroworozsądkowe podejście. Nie wszystko trzeba robić samodzielnie i nie na wszystkim trzeba się znać. Ja też nie znam się na połowie usług, które świadczą nasi podwykonawcy, od prawników, na księgowej kończąc. Jestem ciekaw skąd wzięła się nazwa Mebloscenka?

Krystyna: To nie ja wymyśliłam tę nazwę. Wcześniej, przy okazji mojego poprzedniego biznesu, czyli pracowni projektowania wnętrz, współpracowałam z grafikiem, który zaprojektował mi pierwsze logo. Kiedy wymyśliłam ten sklep, zgłosiłam się do niego, bo wiedziałam, że to jest niezwykle kreatywna osoba. Powiedziałam mu, że bardzo lubię takie zbitki kilku różnych wyrazów albo słowa o podwójnym znaczeniu, które można interpretować na różne sposoby. I stąd pomysł.

Dlaczego polski design?

Artur: Genezą Twojego biznesu jest to, że w swoich pracach jako projektantki, posługiwałaś się często meblami polskich producentów. Rozumiem oczywiście, Twój klient jest typem klienta, którego musi być stać na coś takiego. Ale, skąd pomysł i przekonanie, że akurat ten polski design, do tego jeszcze w takim bardzo specyficznym stylu, jest dokładnie tym, czego rynek potrzebuje? Dlaczego jako klient, miałbym się zdecydować na polski design? Jak argumentujesz to, że lepsze jest Polski, niż tak popularny styl skandynawski czy szkoła nowojorska lub inne podobne style?

Krystyna: Ja zawsze, od samego początku, myślałam jak architekt wnętrz. Szłam tym kierunkiem, że są klienci, którym zależy na czymś wyjątkowym. Miałam już serdecznie dosyć robienia projektów z użyciem mebli z Ikei. Oczywiście jest to firma, która niezwykle ciekawie przygotowuje inspiracje i mają super fajne produkty, natomiast jakość ich produktów pozostawia wiele do życzenia. Często są to produkty, które są krótkotrwałe i bardzo szybko się niszczą. Dlatego szukałam czegoś ładnego, designerskiego, ciekawego, ale też w miarę rozsądnej cenie. Prawda jest taka, że wtedy, my jako klienci urządzający wnętrza, mieliśmy do wyboru albo właśnie coś taniego, fajnego z Ikei, ale słabej jakości, albo na designerskie meble z Włoch czy Dani – wysokiej jakości, ale bardzo drogie. Większość moich klientów, którym projektowałam wnętrza, to nie byli ludzie bardzo majętni, tylko z przeciętnym portfelem. Ale w związku z tym, że chcieli urządzić sobie ciekawie wnętrza, to bardzo chętnie korzystali takich polskich, oryginalnych mebli. Polskie meble są droższe niż Ikea, oczywiście, ale cały czas jeszcze mieszczą się w portfelu dla średniej klasy. Za to są wyjątkowe, ponieważ wykonane są z porządnych materiałów. Z drewna, a nie z jakichś drewnopodobnych materiałów. Ze sklejki, ze stali. Bardzo dużym walorem naszych mebli jest również to, że wykonywane są przez małe firmy. Są to bardzo często takie małe rodzinne firmy, które bardzo mocno stawiają na jakość. Dopracowują szczegóły, pilnują wykonania, jakości. Tam sami właściciele nadzorują pracę lub nawet wykonują te meble. Bardzo pilnują, żeby to było ładne, z dobrej jakości materiałów. Wszystkie te meble są po prostu dopieszczone i widać, że ktoś włożył dużo uczucia w ich wykonanie.

Nowa agencja reklamowa Mebloscenki i Piksel Facebooka

Artur: Przez to, o czym wspominasz, przebija Twoje bardzo duże zaangażowanie w ten projekt. Ja bardzo lubię rozmowy z przedsiębiorcami, którzy są zafascynowani tym, co robią. Krystyno, minęło kilka lat od założenia Mebloscenki, firma się rozwijała i nadszedł moment, gdy podjęłaś decyzję o zmianie agencji marketingowej. Rozpoczęłaś współpracę z nami, czyli z Digitalk. Byliśmy nastawieni na to, że zaraz siądziemy do targetowania reklam, podbijania świata Internetu, sprzedaży mebli przez Internet, ale natrafiamy na zupełnie inne problemy niż pierwotnie zakładaliśmy. Osobą, która te problemy zaczęła rozwiązywać jest Marcin. Marcinie, jakie to były problemy i jak to wszystko na początku wyglądało?

Marcin: Poznaliśmy się z Krystyną, odblokowując jej konto reklamowe, jej starego Business Managera. Niestety, nie do końca wszystko udało się odzyskać i trzeba było zacząć od nowa. Nie mieliśmy historii konta reklamowego, nie mieliśmy starych zdarzeń na Pikselu, dlatego mieliśmy utrudniony start.

Artur: Ten wątek często się pojawia. Klienci, którzy do nas przychodzą albo klienci, którzy rozpoczynają współpracę z innymi agencjami, niekoniecznie są świadomi tego, że dostęp do własnych danych ma kluczowe znaczenie, szczególnie jeżeli później będą chcieli wraz ze swoim biznesem, przenieść się w inne miejsce czy samodzielnie rozpocząć pewne działania. Zupełnie nieświadomie podpisują umowy, zgadzając się na pracę na cudzych kontach, które później zostają po stronie agencyjnej, albo nie uważają na pewne zabezpieczenia, nawet po stronie Business Managera, które można podjąć, żeby nie stracić w wyniku ataku hackerskiego takich dostępów. Dlaczego jest takie ważne to, żeby mieć te wszystkie dane u siebie i móc się później od nich odbić, na przykład przy kolejnych współpracach?

Marcin: Mnie również boli to, że część agencji działa na swoich kontach reklamowych i podpina swój Piksel na stronę klienta. Z mojej perspektywy jest to ważne, ponieważ Facebook uczy się zdarzeń, uczy się ludzi, którzy dokonują interakcji na stronie i to wszystko sobie zapisuje. Widzi, kto dokonuje zakupu, kto wchodzi na stronę, kto dodaje produkty do koszyka, ile pieniędzy zostawia w takim sklepie i na tej zasadzie dokręca śrubę – dotargetowuje reklamy, które puszczamy, nawet w przyszłości. Niesamowicie ważne jest, żeby – tak jak my to robimy – działać na koncie reklamowym, na Business Managerze klienta. Niech za przykład posłuży sytuacja: kiedy kończymy współpracę z daną agencją, zapłaciliśmy Facebookowi za reklamę, zapłaciliśmy za zebranie tych wszystkich zdarzeń i gdy to nie dzieje się na naszym koncie, zostajemy z niczym.

Artur: Mam dokładnie taką samą perspektywę i to jest powód, dla którego my w Digitalk działamy właśnie w ten sposób, wiemy, że z jednej strony są marketerzy, którzy znają się na tych rzeczach i być może wiedzą o tym, o czym wspomnieliśmy. Z drugiej strony, jest bardzo duża liczba przedsiębiorców, którzy podobnie jak Krystyna, przychodzą do jakiejś firmy i jej ufają, i zakładają, że ta firma wie co robi, traktuje ich uczciwie. Bo przecież może się okazać, że na przykład stracimy dostęp do jakichś danych, mimo że nie powinniśmy go stracić albo padniemy ofiarą jakiegoś ataku hackerskiego bądź innego problemu. Dlaczego warto te wszystkie informacje trzymać u siebie, żeby później móc z nimi wędrować po różnych miejscach. Pojawiła się Krystyna, której ostatecznie musieliśmy te wszystkie rzeczy założyć od nowa. I co się dzieje dalej?

Marcin: Dalej zadziała się bardzo prosta rzecz. Umówiliśmy się z Krystyną na rozpoczęcie współpracy. Zazwyczaj jest to trwająca około godziny rozmowa telefoniczna. I przy projekcie z Mebloscenką otrzymałem masę informacji, jak u niej wygląda sprzedaż mebli przez Internet. Jak już ty padło wcześniej, Krystyna jest bardzo podekscytowaną tym, co robi i przekazała nam naprawdę bardzo dużo informacji. Mianowicie, od jakich produktów warto by było wyjść, jaka jest jej grupa docelowa i tak dalej. Wszystko to, co mówiła Krystyna, też potwierdziło się w Google Analytics. Bywa, że niektórzy klienci pytani o bestsellery, czyli produkty, od których możemy wyjść, żeby te wyniki osiągnąć szybciej, czasami podają nam produkty, które chcą, żeby stały się bestsellerami. W przypadku Mebloscenki faktycznie, były to najlepiej sprzedające się produkty. I od tego wyszliśmy.

 

YouTube Artur Jabłoński

 

Bestsellery Mebloscenki i strategia marketingowa

Artur: Krystyno, co u Ciebie jest takim absolutnym bestsellerem i dlaczego?

Krystyna: Są dwa takie absolutne bestsellery. Pierwszym jest szafka telewizyjna Lowbo, marki Phormy. Jest niezwykła, po prostu przepiękna i świetnie się sprzedaje. Dlaczego? Może, dlatego że jest taka ładna i wyjątkowa. Myślę, że każdy, kto ma taką szafkę u siebie w salonie pod telewizorem, ma gwarantowany efekt wow. Drugim bestsellerem są stoliczki z litego, toczonego drewna dębowego, których kształt przypomina pionki szachowe. Według mnie są przepiękne i stosunkowo niedrogie, jak na tego typu produkty. Ten kawał takiego prawdziwego drewna, daje poczucie posiadania czegoś wyjątkowego, nietuzinkowego. To są dwa takie najważniejsze bestsellery.

Artur: A masz u siebie jakiś nietrafiony produkt? Coś, o czym myślałaś, że będzie się świetnie sprzedawało, a okazało się, że jest inaczej i na przykład musiałaś wycofać ten produkt ze sklepu albo jest on dostępny i czasem się sprzeda, ale nie robi takiego szału, na jaki liczyłaś?

Krystyna: Nigdy nie robiłam statystyk dotyczących tego, co jest słabo sprzedawalne. Raz na jakiś czas robię selekcję produktów, żeby nie było ich zbyt dużo. Kiedy zakładam sklep, to jednym z pierwszych moich założeń było to, żeby nie było w nim zbyt wielu produktów. Zależało mi na tym, ze względu na utrzymanie klienta. Jeżeli klient wchodzi do nas na stronę, to zbyt duża ilość produktów powoduje, że jest mu ciężko się zdecydować, bo wszystko mu się podoba i nie wie, co wybrać i co kupić. Selekcję robię też z innego względu. Niezwykle ważna dla mnie jest jakość i zadowolenie klienta i brak reklamacji. Jeżeli zdarzają się jakiekolwiek reklamacje albo jeżeli klienci dają sygnały, że to jednak nie jest taki produkt, jak im się wydawało, bo dostają do domu coś, co na zdjęciach trochę inaczej wyglądało i kiedy zdarzają się u jakiegoś producenta nagminne takie wpadki, to ja po prostu rezygnuję ze współpracy z tą firmą. Kolejna rzecz jest taka, że moja współpraca z producentami opiera się na kontakcie mailowym i telefonicznym. I jeżeli mam problem z tym, żeby się dodzwonić, dopytać albo kilka razy proszę o informacje, które są niezwykle ważne dla klienta, a ja muszę mu je przekazać i tego kontaktu nie ma, to wtedy również rezygnuję ze współpracy z taką firmą. Bo kontakt z klientem jest dla nas bardzo ważny. Ważne dla mnie jest, żeby informacja była na bieżąco, żeby klient wiedział, że na przykład jest opóźnienie albo że dzisiaj wyjeżdża towar i jutro musi się go spodziewać, żeby go odebrać. Wszystkie takie informacje są ważne, a ja muszę je na bieżąco otrzymywać. Więc jeżeli nagminnie nie dostajemy informacji od producenta, to z czasem też rezygnujemy ze współpracy. I wtedy właśnie wyrzucamy pewne produkty z oferty.

Artur: Słuszne podejście, bo na koniec dnia nie liczy się tylko to, żeby ktoś miał i był w stanie dostarczyć piękny mebel, ale żeby był jeszcze zaufanym partnerem we współpracy. Jak to ładnie mówią Anglosasi – on daily basis. A o co najczęściej pytają klienci, zanim złożą zapytanie czy zanim zamówią produkt?

Krystyna: Przede wszystkim są to pytania o doradztwo, konsultacje wnętrzarskie, czyli to, co ja uwielbiam robić. Od tak wielu lat projektuję wnętrza, że mogę powiedzieć, że się dobrze na tym znam i mam smykałkę do tego. Bardzo lubię, gdy klienci dzwonią albo piszą, że podoba im się dany mebel albo część mebli i pytają, czy to będzie pasowało do ich wnętrza. Często proszę klientów o zdjęcia wnętrz i wtedy, na ich podstawie czy opisów czego potrzebują, dobieram konkretny mebel z konkretnym wymiarem. Bo oczywiście wymiar również ma duże znaczenie. Mebel musi się zmieścić w danym wnętrzu, nie być za duży ani za mały. To są te pierwsze kontakty z klientem – jeżeli klient się przed zakupem odzywa, to dotyczy to przede wszystkim konsultacji wnętrzarskich.

Artur: To fantastycznie. A zdarza się na przykład, że dzwoni do Ciebie ktoś i mówi: “A czemu tak drogo? A nie sprzeda Pani tego taniej?”?

Krystyna: Raczej nie dzwonią z takimi pytaniami, bo widzą, jaka jest cena. Jeżeli dla kogoś jest bardzo drogo, to rezygnuje ze współpracy i niczego nie zamawia, i nie dzwoni. Natomiast oczywiście, są ludzie, którzy polują na jakieś rabaty, okazje i tak dalej. I zdarza się, że znajdą sobie jakiś mebel, upatrzą i dzwonią do wszystkich sklepów, w których ten mebel jest w ofercie i pytają, jaki rabat mogą uzyskać. Ale na szczęście w tej branży nie jest tak, że są sklepy, że jeden nie daje żadnych rabatów, drugi daje jakieś duże i później klienci są rozpieszczeni, i chcą nie wiadomo jakich rabatów. Zawsze można negocjować, porozmawiać. Ja jestem otwarta na takie rozmowy. Jeżeli są zamawiane również inne produkty, nie tylko jeden, to wiadomo, że wtedy możemy sobie pozwolić na jakąś ciekawszą ofertę. Zawsze też można zagrać na przykład darmową dostawą albo jeszcze jakimiś innymi bonusami.

Artur: Muszę pociągnąć ten temat – czyli darmowa dostawa jako jeden potencjalny bonus. Masz przygotowany taki repertuar środków, po które możesz sięgnąć w rozmowie, jeżeli klient jest oczywiście price sensitive. Jednym z nich jest darmowa dostawa. Potwierdzamy, że w e-commerce darmowa dostawa jest bardzo pożądana. Myślę, że każdy, kto w tym świecie siedzi, to też się z tym zgodzi. Stąd też pewnie popularność dnia darmowej dostawy. Prawda? Natomiast, jakie są te inne argumenty, które jeszcze trzymasz w rękawie, po które sięgasz, kiedy klient mówi: “Dalej chcę negocjować”?

Krystyna: Próbuję poszerzyć zamówienie. To znaczy – naszym klientem docelowym są ludzie, którzy są na etapie urządzania domu czy mieszkania, więc wiadomo, że gdy pytają o jakiś mebel, to nie jest on jedyną rzecz, której potrzebują do danego wnętrza. Próbuję więc przekazać klientowi, że jeżeli chce negocjować, to powinien zamówić więcej niż jeden mebel. Często nam się zdarza, i potwierdzają to nasze analizy, że jest cała masa ludzi, którzy najpierw zamawiają sobie jakiś mały, stosunkowo niedrogi przedmiot, mebel. Sprawdzają w ten sposób, jak wygląda współpraca, komunikacja. Czy wszystko jest porządku i czy transakcja przebiegła pomyślnie, i oczywiście, czy produkt się spodobał? A później zamawiają kolejny produkt i później jeszcze następny. I zdarzały nam się takie transakcje, że nawet trzy, cztery razy ludzie kupowali i za każdym razem sama transakcja była o znacznie większej niż poprzednia. Argumentem, żeby dać klientowi rabat, jest okazanie kuponu rabatowego na kolejne zakupy przez tych wszystkich, którzy wracają do naszego sklepu.

Artur: Sprytne. Podzieliłaś się z nami ciekawymi radami. Czyli, w jednym przypadku ktoś przychodzi po rabat na jedną rzecz, a Ty mówisz klientowi, że może otrzymać rabat na kolejne zamówienia. Czyli taka lojalizacja konsumenta – bardzo dobre. A druga rada, która mi się spodobała, i jest dobrym insightem konsumenckim, to umożliwienie klientom sprawdzenia jakości, przez wybór na początku tańszego produktu. Ja tutaj, od razu, widzę taką radę dla osób, które zajmują się targetowaniem albo układaniem zestawów produktów w reklamach na Facebooku. Na samym początku można wydzielić, w ramach katalogu produktów, zestaw produktów o niższej cenie i do tych klientów, którzy jeszcze nie mieli styczności z marką albo ze sklepem uruchomić tego typu kampanię. Żeby zachęcić ich do kupienia tego, co jeszcze jest w ich zasięgu albo nie będą żałowali wydanych pieniędzy. Jeżeli nie będą zadowoleni z jakości, to albo spróbują dokonać zwrotu, albo nic nie zrobią. I myślę, że podejście takie jest niezależne od tego czy mówimy tutaj o produktach drogich, takich jak w Mebloscence, czy o potencjalnie innych sklepach.

Pierwsze kroki w reklamie na Facebooku

Artur: Wywołałem temat targetowania, a Marcin wspomniał, że na samym początku współpracy z Mebloscenką mieliśmy problemy wynikające z braku dostępów do danych na koncie, które trzeba było pokonać. Nasza sytuacja była wtedy niemalże startowa, zaczynaliśmy prawie od zera. I to jest dobry moment, żeby nawiązując do analizy Mebloscenki, powiedzieć sobie w ogóle o e-commerce, który jednak pewną sprzedaż generuje. Przejmujesz takie konto, zaczynasz od zera pod punktem analitycznym, jeżeli chodzi o historię na Facebook Adsach. Jakie są pierwsze kroki, które osoba rozpoczynająca reklamę na Facebooku dla sklepu internetowego powinna podjąć? Pierwsze kampanie, które się wówczas uruchamia, pierwsze określenie zainteresowań czy grup, które się ustawia? Jak Ty do tego podchodzisz?

Marcin: Nie boję się testować. Są różne cele reklamowe na Facebooku i nie boję się ich używać. Zaczynam od tych sprzedażowych, a później dokładam kolejne klocki, mianowicie aktywność i tak dalej. Szukam zainteresowań. Tutaj mam na myśli kontekst, kiedy zaczynamy od zera i nie mamy za bardzo danych do analizy, patrząc pod kątem Facebooka. Szukam zainteresowań pokrewnych do danej branży. Jeśli chodzi o wnętrzarstwo, to mogą to być na przykład osoby, które się przeprowadziły, osoby zainteresowane jakimś designem. W przypadku produktów droższych te osoby mogą mieć bardziej luksusowe zainteresowania, bardziej górnolotne.

Artur: Podasz jakiś przykład? Bo to jest ciekawe. Możemy posłużyć się Mebloscenką jako wzorem, bo zakładam, że w ten sposób podchodziłeś do targetowania w tym projekcie. Przy okazji Krystyna, która oddaje takie rzeczy specjalistom, dowie się co Ty tam właściwie robisz.

Marcin: Myślę, że Krystyna jest bardzo dobrze poinformowana. Dużo czasu spędziliśmy na początku, żeby sobie to wszystko wyjaśnić. Pamiętam, że było kilka uwag, które sobie wyjaśniliśmy, nawet przed startem. Dokładnie to zrobiliśmy na Mebloscence: osoby po przeprowadzce, zainteresowane jakimiś dodatkami do domu. Przygotowaliśmy takich kilka grup zainteresowań i odpaliliśmy kilka celów reklamowych na początku.

Artur: A jakie to były cele? Czy to była aktywność, by coś sprzedać z katalogu, czy tylko sama sprzedaż z katalogu?

Marcin: Były kampanie, które miały nam zapełnić górę lejka i może trochę sprzedawać. To były kampanie na ruch. Były kampanie na konwersję z optymalizacją pod zakup. Nie boję się tego ustawiać na początku, nawet jeśli pierwotnie nie ma zdarzeń na Pikselu. Kampania na katalog – tutaj bardzo mocno polecam wykluczyć cały ciepły ruch, nie dodawać żadnych zainteresowań. Poczekać chwilę i zobaczyć, co się będzie działo. Bardzo często dobrze się to sprawdza, nie trzeba zawężać żadnymi zainteresowaniami. Naprawdę, polecam to sprawdzać.

Artur: Bardzo ciekawej rady udzieliłeś. Z łatwością sobie poradziłeś, a wiem, że dla wielu, nawet zaawansowanych osób, zajmujących się reklamą na Facebooku jest to problem. Dlaczego nie dobierasz zainteresowań przy konfigurowaniu reklam?

Marcin: Według informacji, które posiadam, Facebook działa na zasadzie maszyny e-learningu. Katalog jest połączony z Pikselem. Piksel zbiera zdarzenia, czyli uczy się tego, jakie osoby dokonują interakcji ze stroną i tak samo jest katalogiem. Piksel widzi, Facebook widzi, które osoby robią dane rzeczy i pokazuje odpowiednie produkty osobom, które potencjalnie są zainteresowane. Często scrollując wall na Facebooku, można zobaczyć na przykład jakiś sklep, na który nie wchodziliśmy, ale oglądaliśmy produkty, z którymi już dokonywaliśmy interakcji na innych stronach z danej branży. Myślę, że tak to działa – w takim dużym skrócie.

Artur: Oznacza to, że ewentualnie system może dobrać je w tym momencie za nas?

Marcin: Tak.

Artur: Wspomniałeś również o tym, że gdy uruchamiasz kampanię sprzedażową, w tym wypadku na sprzedaż z katalogu, to wykluczasz z niej również ciepły ruch. Dlaczego?

Marcin: Moim głównym celem jest dotarcie do nowych osób. Ja wykluczam osoby odwiedzające stronę www. Są to wszystkie osoby, które odwiedziły stronę www, osoby, które dokonały interakcji z reklamą, czyli aktywne w reklamach na Facebooku i aktywne w reklamach na Instagramie.

Artur: Jest to bardzo ciekawa informacja i myślę, że warto ją trochę uzupełnić. Znaczy to, że tworzysz trzy grupy niestandardowe – to dla osób, które siedzą w reklamie. Jedna na podstawie profilu na Instagramie. Druga na podstawie profilu na Facebooku. Nie wszyscy wiedzą, że te dwie grupy trzeba stworzyć osobno. Do tego dokładamy tak bardzo szeroką grupę, której normalnie w reklamach nie używa się, ale w wykluczeniach już tak, czyli grupę osób aktywnych w ciągu ostatnich na przykład 100 dni czy nawet dłużej, a to wszystko po to, jeżeli dobrze Cię rozumiem, żeby ta jedna kampania katalogowa (w tym wypadku), która ma sprzedawać, nie kanibalizowała się z innymi zestawami reklam czy innymi kampaniami, które już działają i są kampaniami remarketingowymi. Czy taka jest logika za tym stoi?

Marcin: Tak, zgadza się. Dziękuję Ci, że doprecyzowałeś. Właśnie dokładnie o to chodzi, żeby nie kanibalizować swoich reklam, nie przepalać budżetu i żeby, co moim zdaniem powinno stać na pierwszym miejscu, docierać do nowych osób, do nowych potencjalnych klientów.

Artur: Tak. To jest rzecz, która często jest bardzo mocno zaniedbywana przez osoby zajmujące się reklamą na Facebooku i w innych systemach reklamowych. Ja sobie takie powiedzenie ukułem kiedyś, szykując się do wystąpienia, że: “Wykluczania to nowe targetowanie”. I od pewnego poziomu działań, tak jak widzimy na przykładzie Marcina i firmy Mebloscenka, nawet na samym początku, jedną z pierwszych rzeczy, o które trzeba zadbać, jest właśnie odpowiednia struktura kampanii. To z czasem pozwoli nam generować wyższe wyniki.

Platforma sprzedażowa i prezentacja produktów Mebloscenki

Artur: Krystyno, potracone konta nie były jedynym problemem. Było ich trochę więcej. Na przykład jedną rzeczą, która pewnie miała być przyjemnością, a okazała się drobnym wyzwaniem, była zmiana platformy sprzedażowej, na której stoi sklep. Dlaczego postanowiłaś zmienić platformę sprzedażową i jakie były reperkusje tej decyzji?

Krystyna: Mebloscenka, powstała sześć lat temu na platformie Shoper. To jest taka polska platforma, bardzo prosta w obsłudze. Dla mnie – laika – dosyć trudna, ale mimo wszystko dałam sobie radę, bez większych problemów. Do tego tania w obsłudze. Gdy zaczynałam było to dla mnie to było ważne, ponieważ nie chciałam zbyt dużo inwestować. Nie wiedziałam, jak dalej będzie, więc chciałam skorzystać z czegoś taniego. Ale w miarę rozrastania się sklepu co jakiś czas okazywało się, że pewnych rzeczy brakuje i ta platforma jest na tyle zamknięta, że ciężko wprowadzić do niej jakiekolwiek zmiany. I powiedziałabym, że dotyczyło to drobnostek. Natomiast, z punktu widzenia użytkownika, czyli potencjalnego klienta – niezwykle ważnych. Chociażby obecny koszyk jest bardzo fajnie zakończony – klient nie musi przeklikiwać zbyt wielu kroków, żeby wypełnić cały formularz. Chodzi o to, żeby nie musiał zbyt dużo robić, bo teraz większość użytkowników chce zrobić szybko, w miarę sprawnie. Chce, żeby wszystko było czytelne i żeby było dużo informacji przy produkcie. Kolejnymi przykładami mogą być: koszt wysyłki i termin realizacji. W przypadku naszych produktów niczego nigdy nie mamy na stanie. Producenci również nie mają gotowych mebli, ponieważ jest zbyt duża możliwość personalizacji i wybrania sobie wariantów dotyczących danego produktu. Dlatego termin realizacji musi się pojawić w takim miejscu, żeby klient od razu wiedział, że nie będzie tak, że złoży zamówienie i po kilku dniach dostanie towar, który jest gdzieś na magazynie tak jak w wielu sklepach internetowych. Na nowej platformie jest taka możliwość, żeby wiele rzeczy temu użytkownikowi, klientowi pokazać. Również, jeśli chodzi o koszt wysyłki. Mieliśmy sporo statystyk, dotyczących produktów dodawanych do koszyka. Bardzo dużo tych koszyków było porzucanych. Najprawdopodobniej przyczyną było to, że nie było przy produkcie pokazanego bardzo dokładnie kosztu wysyłki. Jest to związane z tym, że każdy producent, każdy produkt ma inny koszt wysyłki. Produkty są bardzo różne pod względem gabarytów, producenci mają inne koszty wysyłki. I ten koszt nie pojawiał się na stronie produktowej w okolicach ceny, przez co klient musiał dodać produkt do koszyka, żeby zobaczyć, jaka naliczy mu się ta opłata.

Artur: To są takie aspekty, o których się często nie myśli. W trakcie rozmów z klientami często dochodzimy do wniosku, że reklama to jest tylko częścią równania, odpowiedzialną za to, jaki nam ostatecznie wyjdzie wynik. Bardzo często, nawet najbardziej atrakcyjny ruch sprowadzony na stronę, może odbić się o proste rzeczy obsługowe. Bardzo mi się spodobał Twój przykład ze sposobem wyświetlania kwoty wysyłki. Jako żart, mogę przytoczyć historię klienta, również z branży meblowej. Rzecz w jego sklepie wyglądała z kolei tak, że kiedy się dodawało produkty do koszyka, to multiplikował się koszt dostawy. Czyli, mimo że on był widoczny wcześniej, to na poziomie dostawy, w wyniku błędu programistycznego, pokazywał się zupełnie inny – dwu-, trzykrotnie wyższy. I kiedy klient chciał sobie zamówić jakiś prosty puf, koszt zakupu wychodził mu prawie jak przy wysyłce u Ciebie całego jakiegoś dużego elementu umeblowania. I rzeczywiście, wszyscy te koszyki porzucali. Więc ważne jest, żeby dobrze analizować te dane. Fantastycznie, że byłaś w stanie sprawdzić, czy rzeczywiście są te porzucone koszyki. Widać, na tym przykładzie, jak istotna jest odpowiednia optymalizacja, dbałość o cały proces zakupowy od momentu wyświetlenia karty produktu, po prezencję informacji w tym zakresie. A kto jest autorem opisów produktów na stronie?

Krystyna: Większość opisów dostawałam od producentów mebli. Przez wiele lat te opisy były kopiowane albo ze strony producentów, albo producenci mieli swoje własne opisy produktów dla dystrybutorów. Więc były oryginalne, tworzone przez wytwórców. Natomiast, w trakcie działalności podszkoliłam się z takich rzeczy, jak pozycjonowanie i co jest ważne, żeby te opisy były oryginalne i żeby nie powtarzały się nigdzie indziej w sieci. Od jakiegoś czasu współpracuję z firmą, która tworzy treści internetowe i zamawiam u nich pule opisów. W momencie, kiedy zaczynamy współpracę z nowym producentem, pojawiają się nowe produkty, to zanim dodamy je na stronę, zamawiamy opisy do tych produktów, żeby właśnie uniknąć powtarzania się treści. Na bieżąco też wymieniamy te stare wszystkie produkty, tak, żeby i one miały oryginalne opisy.

 

Artur: A zauważyłaś może jakąś prawidłowość związaną z tym, że rzeczywiście produkty, których opisy zostały wymienione, nagle zaczynają się sprzedawać lepiej albo pojawia się mniej pytań, które przedtem padały?

Krystyna: Raczej nie prowadziłam nigdy takich statystyk. W przypadku mebli sprzedają zdjęcia, nie opisy. Ludzie bardzo często nie czytają. Te opisy są tworzone tak naprawdę pod SEO. Natomiast, w przypadku Mebloscenki niezwykle ważne są zdjęcia. I miałam takie przypadki, że jakaś firma produkująca meble robiła zdjęcia półamatorskie, najczęściej telefonem, robiąc ustawienie mebli w aranżacji na jakieś białej ścianie. I te zdjęcia pojawiały się jako zdjęcia główne naszych produktów. W momencie, kiedy zrobili sobie profesjonalną sesję z zaaranżowanymi wnętrzami, ze swoimi meblami, natychmiast zainteresowanie było ogromne. My również, ustawiając zdjęcie główne produktów w sklepie, zawsze staramy się wybierać zdjęcia w aranżacji, a nie tak zwane packshotowe. Już się nauczyłam, że niezwykle ważne jest, żeby wpływać na emocje użytkownika. Pokazując mebel w jakiejś aranżacji, on od razu ma zupełnie inny odbiór niż taki mebel na białym tle. Klient od razu widzi, jaki efekt może uzyskać, jaki klimat może stworzyć dany mebel u niego we wnętrzu. I to są takie, powiedzmy, sztuczki i rady, i wydaje mi się, że to działa. 

Artur: Myślę, że są to bardzo cenne informacje. Zestawiając to z innymi kategoriami produktowymi czy usługowymi, z którymi pracujemy, dostrzegam, że obecnie w mediach społecznościowych od strony reklamowej jest spory zwrot w kierunku naturalności. Czyli, na przykład w wielu sklepach odzieżowych, z którymi współpracujemy poza piękną zaaranżowaną sesją zdjęciową z modelką, przygotowuje się zdjęcia typu selfie albo taki półamatorski backstage, podczas którego ktoś robi modelce zdjęcie podczas sesji zdjęciowej, ale to nie jest ten fotograf, tylko ktoś jeszcze z boku. W każdym razie ktoś robi takie zdjęcie z backstage’u. Ono jest zrobione komórką i obok tych wszystkich wycelowanych, pięknych zdjęć, mamy jeszcze takie coś, co jest całkiem amatorskie. I w niektórych projektach, w tym na przykład wśród klientów hurtowych, okazuje się, że tego typu zdjęcia sprzedają najlepiej. Można by teraz próbować to ekstrapolować i stwierdzić, że pewnie w innej branży to również zadziała. I tu pojawiasz się Ty, i twierdzisz, że akurat wnętrza, meble, szczególnie o takim poziomie cenowym, nie mogą z czegoś takiego skorzystać. Potrzebują zdjęcia aranżacji. To jest bardzo fajny insight i warto, żeby on wybrzmiał ponownie, czyli, że jeżeli mamy do wyboru, czyste zdjęcie produktowe, a obok tego zdjęcie w aranżacji, to tym, które docelowo ustawiasz jako pierwsze, i najczęściej decyduje o sprzedaży, jest to zdjęcie w aranżacji.

Krystyna: Zgadza się.

Artur: A ja, jako stary copywriter, stwierdzam, że jest mi przykro, że już ludzie nie czytają opisów.

Krystyna: Ale czytają posty na kanałach w Social Media, myślę więc, że tam więcej treści można sobie wrzucać i o czymś ciekawym opowiadać.

Marcin: Artur, myślę, że dobrze, że Twoja działalność ewoluowała do Social Mediów.

Artur: W porę zmieniłem branżę, a do wszystkich SEO-wców, którzy piszą teksty, tylko po to, żeby nikt ich nie czytał, kierujemy: “Przykro nam”.

Jak targetować reklamy, by dotrzeć do majętniejszych klientów?

Artur: Mamy piękne zdjęcia, które mają przekonać ludzi, wiemy, jacy to mają być ludzie – Krystyna wspomniała, że są to osoby o bardziej zasobnym portfelu. Wiele osób może stwierdzić, że targetowanie tak zwanych bogatych czy generalnie powiedzmy osób z klasy wyższej, średniej i z zasobnym portfelem, którzy mogliby w Mebloscence zamówić sobie fajny polski design, uchodzi za niesamowicie trudne. I rzeczywiście nie istnieje przycisk: „Tutaj zbierz mi wszystkich bogatych” – klik – i w tym momencie te wszystkie reklamy robią się same. Tak niestety nie jest.

Krystyna: A szkoda, bo to by było super.

Artur: A wiesz, jaką byśmy mieli prostą pracę? To by było dobre, tylko działałoby tak, że my wiemy, że tak jest, a Ty byś nie wiedziała.

Krystyna: Okej. 

Marcin: Wtedy moglibyśmy Ci mówić, że: “Zobacz, jak ciężko pracujemy”, a tam tylko klikamy i zamówienia wpadają.

Artur: Na razie tak nie jest, więc Marcinie, co trzeba zrobić, żeby dotrzeć ze swoimi reklamami do osób, które lepiej zarabiają?

Marcin: Myślę, że przede wszystkim nie trzeba się fiksować, na to, że koniecznie muszą to być osoby bogate. W różnych innych zainteresowaniach również mogą się znaleźć osoby o majętniejszym portfelu. Mianowicie, jeśli damy na przykład polski design w zainteresowaniach czy osoby po przeprowadzce, czy osoby zainteresowane stołem czy krzesłem, bo takie zainteresowania są, tam też mogą być osoby bardziej majętne. Dlatego nie boję się stosować na początku w testach bardziej ogólnych grup i pozwalać na to, żeby Facebook sobie to doprecyzował sam na przykład pod zdarzenia zakupu. Są różne zainteresowania, które mogą w tym pomoc, ale myślę, że nie trzeba aż tak mocno się na tym fiksować. Są zainteresowania typu: osoby podróżujące za granicę, luksusowe wycieczki, biznesowa klasa podróży czy coś takiego, i to jak najbardziej można stosować, testować, ale myślę, że jak chce się dotrzeć do bogatych, mając na przykład do zareklamowania meble, nie trzeba aż tak mocno się skupiać na tym, żeby zawężać grupę o jakieś bogate zainteresowania. Ja do tego tak podchodzę. Nie wiem, czy słusznie, czy nie.

Artur: No właśnie. Dobrze, że padło to tutaj, bo stoi to trochę w kontrze do wielu porad, które można znaleźć gdzieś na blogach. Zresztą, ja sam mam na swoim blogu wpis o tym, jak targetować bogatych i tam też sięgam, w ramach proponowanych taktyk, po te najbardziej rozpowszechnione elementy, o których wspomniałaś. Czyli, na przykład osoby podróżujące, no bo skoro podróżuje, to ma pieniądze. Osoby, które niedawno się przeprowadziły – idealna kwestia w tym wypadku. No bo to wtedy jest motywacja, pewnie, żeby: “A zmienię coś w swoim życiu, na przykład mebel”. I kwestia, którą też poruszyłeś, czyli jakieś luksusowe marki i tym podobne. Ale Ty mówisz, że to nie wszystko i warto też przetestować na przykład rzeczy, które wydawałyby się tak banalne, że aż lepiej, po nie nie sięgać. Na przykład zainteresowanie: design, stół i krzesła. Jaka logika za tym stoi? Wspomniałeś, że wychodzisz z założenia, że Facebook to sam dotargetuje. Co przez to rozumiesz?

Marcin: Według mojej wiedzy, Facebook dotargetowuje nasze reklamy pod kliknięcia, czyli widzi, jakie osoby wchodzą w interakcję z reklamami, wchodzą w interakcję z produktami na stronie, czy dokonują zakupów na stronie, i pod te osoby jakby – ja to nazywam – dokręca śrubę. Więc dlatego nie trzeba się aż tak mocno fiksować. Ja wiem, że jest spore grono specjalistów, które stosuje więcej wykluczeń w reklamach niż ktokolwiek inny. Tak na marginesie powiem, że często dostaję pytanie: “Jak tutaj zawężyłeś reklamy?”. Często w ogóle nie zawężam i to daje efekty. Więc tak, odpowiadając jeszcze raz na pytanie, myślę, że nie trzeba aż tak się fiksować nad tym, że muszą to być osoby targetowane po jakichś bogatych zainteresowaniach. Mogą to być osoby z branży i tam też w zainteresowanych ktoś się znajdzie.

Artur: Uzupełniłbym to jeszcze w ten sposób, że na koniec dnia, oprócz grupy docelowej, znaczenie ma kreacja. Krystyna dokładnie o tym wspominała – że musi pokazywać zdjęcia w aranżacjach i tak dalej. Więc jeżeli pokazujemy coś, gdzie jednak widać cenę – a tak wyglądają te reklamy – widać, jaka to jest klasa, gdzie w copy zwraca się uwagę na te aspekty właśnie, że to jest polskie, że to jest tego typu design, że to są wysokiej jakości materiały, te wszystkie selling pointy, o których wspomniała Krystyna, to możemy sobie pozwolić na szersze zainteresowania i większą grupę, co za tym idzie – bo, jednak jeżeli ktoś kliknie tę reklamę, to sam ją trochę dotargetowuje i pokazuje Facebookowi – że tego typu osoby należy targetować później. Więc myślę, że to jest ciekawa rada. Czyli, nawet w przypadku biznesów, które wydawałoby się, że są idealnie skrojone pod niszowe targetowanie, możemy sobie zaszkodzić, zamiast pomóc, jeżeli będziemy rzeczywiście próbowali targetować zbyt wąsko.

Niepopularne podejście do reklam a wyniki

Artur: Twoje podejście, stojące w kontrze do powszechnie panujących przekonań, owocuje dobrymi wynikami. Czy możesz się z nami podzielić nieco, jakie to są wyniki?

Marcin: Jeśli chodzi o konta reklamowe, managera reklam, osiągamy ROAS-y w granicach od 15 do 20. W jednym miesiącu mieliśmy 20, w drugim miesiącu mieliśmy 15, więc to już są takie dosyć ciekawe ROAS-y. Jeszcze mnie to niestety nie satysfakcjonuje, bo robiłem już reklamy w tej branży i wiem, że można tu wiele więcej, ale też i było sporo optymalizacji w biznesie Krystyny, tak że jeszcze chwilę i myślę, że te ROAS-y będą dużo, dużo wyższe.

Artur: Ile czasu zajęło wypracowanie takich wyników?

Marcin: Pierwsze wyniki były już po miesiącu. Myślę, że jest to związane z tym, że Mebloscenka, jako biznes, nie startowała od zera, miała już jakąś rozpoznawalność, no i daje się wyczuć w Krystynie, jak wielką energię wkłada w ten biznes i jak kontaktuje się z klientami. Myślę, że to bardzo pomaga w kampaniach reklamowych na Facebooku. Nie tylko ścisłe targetowanie, kreacja, ale też to jak się podchodzi do klienta, dbałość o klienta – z tego, co wiem – jest na bardzo wysokim poziomie.

Artur: Cieszę się, że o tym wspominasz. Jak twierdzisz da się osiągnąć więcej. Podsumowując Twoją wypowiedź 1 złotówka zainwestowana reklamę przynosi między 15 a 20 zł obrotu, oczywiście w kontekście reklam na Facebooku.

Marcin: I o wynikach z managera reklam, dokładniej.

Plany Mebloscenki na przyszłość

Artur: Krystyno, masz już fajną agencję, i to nie jedną, bo wiemy też, że współpracujesz z całym szeregiem specjalistów, bo przyznałaś się do tego. Mnie się niesamowicie podoba, to, że lubisz otaczać się osobami wyspecjalizowanymi w swoich działkach, które obdarzasz zaufaniem. Chciałbym, żeby więcej klientów na rynku myślało w taki sposób i ufało sobie nawzajem. Tutaj wszyscy jesteśmy partnerami, którzy pracują na Twój sukces, przy okazji też na nasz. Jakie są Twoje najbliższe plany na przyszłość? Co jeszcze zamierzasz wprowadzić w Mebloscence, na przykład w najbliższych miesiącach?

Krystyna: W najbliższych miesiącach może nie będę niczego nowego wprowadzać. Na pewno będziemy cały czas jeszcze optymalizować się, stronę pod kątem użytkownika. Wprowadzamy teraz jeszcze dodatkowe filtrowanie, żeby klient, który wejdzie na stronę, wybierze sobie jakoś daną kategorię, wyświetli mu się X produktów, to żeby mógł sobie odfiltrować dokładnie to, czego szuka. Czyli przykładowo, jeżeli klient wchodzi na kategorię stoliki kawowe i wie, że szuka stolika kawowego z marmurowym blatem, nie interesują go żadne inne drewniane, stalowe, jakiekolwiek inne, po prostu sobie wybiera odpowiedni filtr i wtedy wyskakują mu wyłącznie stoliki, których szuka. To jest jeden z przykładów. Tego typu szczegółów do dopracowania na stronie jest sporo i zależy nam na tym, żeby dopracować i dokończyć tę optymalizację. Jeżeli chodzi o przyszłość, to ja jestem osobą, która wciąż się rozwija. Ja cały czas szukam jakichś nowości, czytam bardzo dużo w Internecie, newsletterów, blogów, słucham podcastów. Szukam ciekawych osób, które mają spore doświadczenie i staram się też śledzić trendy w e-commerce, bo to wydaje mi się niezwykle ważne. Trochę zaczęliśmy myśleć o tym, żeby zacząć publikować więcej treści wideo. Na razie, były jakieś tam pierwsze koty za płoty. Zrobiliśmy jeden webinar, pokazujący nas jako specjalistów, którzy konsultują i doradzają klientom, jak się urządzić i pomagają w urządzaniu. I w tym kierunku będziemy w przyszłym roku iść, ponieważ zależy nam na wypracowaniu profilu specjalisty. Czyli, nie tylko sprzedajemy meble, ale też chcemy pokazać, że urządzanie wnętrz nie jest jedynie domeną architektów wnętrz. Można też samemu bardzo fajnie sobie urządzić przestrzeń. Zresztą, teraz w ogóle jest taki trend, że bardzo dużo ludzi kupuje mieszkania i domy, sami sobie urządzają wnętrza, szukają inspiracji. I my, jako specjaliści, musimy im w tym pomóc. Więc, w przyszłym roku, będziemy skupiać się właśnie na treściach wideo, które będą sposobem dotarcia do klientów i pomocy w urządzaniu wnętrz. Również cały czas będziemy skupiać się na rozwijaniu sklepu pod kątem użytkownika.

Artur: Czyli z jednej strony kontent, z drugiej strony wideo kontent, jako taka osobna kategoria, bo jest to tak niesamowicie ważne. Nareszcie nadszedł ten rok wideo, niczym rok mobile, tak jak wszyscy o tym mówili. Trzeciej strony, której nie ma, ale zwykło się o niej mówić – optymalizacja, która nigdy nie ma końca. Prawda?

Krystyna: Zgadza się.

Artur: Optymalizacja pod kątem tego, co tu się jeszcze da zauważyć na stronie, co by jeszcze się dało się zmienić, ulepszyć? Za tą sekcję reklamową będziemy odpowiadali my. To już jest ten moment, żeby zakończyć nasze rozważania. Być może będziemy jeszcze je kontynuowali – spotkamy się za jakiś czas ponownie, żeby powiedzieć co nowego w Mebloscence, jak wygląda sytuacja po kolejnych kilku miesiącach? Bardzo Ci dziękuję, Krystyno, za to spotkanie. Bardzo Ci dziękuję, Marcie, że byłeś tutaj z nami, jako opiekun tego projektu z ramienna Digitalk i osoba odpowiedzialna za te świetne wyniki reklamowe.

Żegnają się z Państwem: Artur Jabłoński.

Krystyna: Krystyna Dziewanowska z Mebloscenki. Bardzo dziękuję za zaproszenie. Pozdrawiam.

Marcin: Marcin Grzeszczuk. Bardzo dziękuję.