Sulia kontra Twitter

Kojarzycie Sulię? Pozwala ona odnaleźć najlepszych internetowych ekspertów w interesujących nas dziedzinach. Tworzy kanały, na których filtruje specjalnie dla Ciebie najwyższej jakości informacje.

Poza tym, Sulia jest oficjalnym partnerem Twittera od ponad roku i prześwietla zamieszczane tam treści, szukając rzeczy istotnych i udostępniając te informacje reklamodawcom czy innym zainteresowanym dotarciem do odpowiednich ludzi podmiotom.

Nie jestem ani użytkownikiem, ani tym bardziej ekspertem Sulii. Interesuje mnie ona, bo coraz częściej pojawia się w dyskusjach na Twitterze. Konkretnie: linki do niej. I fala hejterstwa.

Całkiem niedawno do powszechnej świadomości użytkowników Twittera dotarła informacja, że Sulia płaci swoim ekspertom za każde kliknięcie w link do ich wypowiedzi. Możliwość zarobienia pieniędzy zachęciła do korzystania z serwisu osoby posiadające konta z dużą liczbą obserwujących.

Sęk w tym, że ilość obserwujących niekoniecznie ma przełożenie na jakość wpisów, ale dla algorytmów Sulii jest prawdopodobnie jednym z jej kluczowych wyznaczników. Pole do nadużyć okazało się wystarczające. Co bardziej obrotni zaczęli nagle pisać dużo i niezwykle kwieciście, byle tylko móc odesłać na Sulię. Tam czekały informacje, które można było zawrzeć w kilku słowach.

Ludzie poczuli się oszukiwani i zachęcają do bojkotu Sulii. Widząc narastającą falę niechęci, „eksperci” popełnili błąd. Cześć z nich ukrywa linki do serwisu na przykład za pomocą bit.ly. Także ci, którzy nie są winni za obniżenie poziomu – wiarygodni dziennikarze, itd.

Opór społeczności Twittera pokazuje, jak mocno jesteśmy uczuleni na kłamstwo w Internecie. Nie lubimy być wykorzystywani (kiedy o tym wiemy). Dopóki kliknięcie odsyłające poza serwis był tego warte – wszystko w porządku. Aczkolwiek nie do końca. Niektórym użytkownikom przeszkadzał sam fakt wykorzystywania Twittera do promocji swojej aktywności gdzieś indziej.

Nieuczciwe praktyki domniemanych ekspertów mogą przyczynić się do większego kryzysu wizerunkowego Sulii. Pierwsze sygnały już zaczynają być widoczne. Pozostaje obserwować, jak poradzą sobie ze szkodami.

Do przeczytania!

Artur

 

Przeczytaj także inne wpisy z kategorii Social Media: