Wystąpienia publiczne a Watercooler Moment

Często występuję publicznie. Biorę udział w konferencjach, prowadzę szkolenia. Bardzo to lubię.

Kiedy rozmawiam o tym z ludźmi, pytają mnie przeważnie o problemy z przygotowaniem całodniowego szkolenia. Tymczasem paradoksalnie im krótsza prelekcja, tym bardziej problematyczna. Co właściwie ludziom przekazać? Ciężko podać w ciekawy sposób wiele informacji w ciągu dwudziestu minut. Im mniej masz czasu, tym dłużej powinieneś się przygotowywać.

Wśród prelegentów krąży anegdota o mistrzu tego fachu, który zapytany o to, czy wystąpi na konferencji miał odpowiedzieć: „A jak długo mam mówić? Bo jeżeli 10 godzin, to mogę od razu, a jeżeli 10 minut, to potrzebuję tygodnia na przygotowanie”.

Dlatego szykując się do wystąpienia 20-30 minutowego powinieneś wybrać trzy rzeczy, które Twoja publika ma zapamiętać. Tak, tylko trzy. To naprawdę wykonalne. Uprość swój przekaz. Uczyń go wyrazistym. Sprowadź kilka problemów do jednego, ogólnego. Dasz radę.

Sam posuwam się jeszcze dalej i w trakcie tego typu wystąpień walczę o coś, co nazywa się Watercooler Moment. Kojarzysz tę chwilę, kiedy pracownicy firmy zbierają się rano czy przy drugiej kawie obok dystrybutora z wodą, ekspresu, czegokolwiek we wspólnej przestrzeni? Właśnie wtedy ludzie zaczynają ze sobą krótką pogawędkę.

Watercooler Moment to chwila, kiedy jedna osoba mówi drugiej: „A wiesz, byłem wczoraj na szkoleniu/prezentacji i prowadzący powiedział, że…”.

Tu może pojawić się multum rzeczy. Ciekawa anegdota. Zaskakujące dane. Nietypowa interpretacja faktów. Coś na tyle wyrazistego, że zapadło w pamięć słuchaczowi. Twoja w tym głowa, by naszpikować swoją wypowiedź tego typu elementami.

Paweł Tkaczyk mówi, że dobra prezentacja to taka, która kończy się oklaskami na stojąco. Nie da się zaprzeczyć. Jest jednak także cała gama innych wyznaczników. Jednym z nich moim zdaniem jest właśnie Watercooler Moment.

Jeśli trafiłeś do czyjejś głowy z jedną interesującą myślą – wygrałeś. Wyczekuj momentu, w którym Twoja własna opowieść wróci do Ciebie jako zasłyszana historia. Zapewne z kilkoma zmianami.

Czego sobie i Tobie życzę.

Do przeczytania!

Artur Jabłoński