Zanim pójdziesz na STUDIA PODYPLOMOWE Z MARKETINGU i nie tylko

Zanim podejmiesz decyzję o kontynuowaniu edukacji na studiach podyplomowych, warto, abyś zastanowił się nad kluczowymi kwestiami, które mogą mieć istotny wpływ na Twoje zadowolenie z tychże studiów. Wiedza i umiejętności podczas nich zdobyte mogą być niezwykle cenne, ale aby tak było, musisz przyjrzeć się dokładnie temu, co dany program ma Ci do zaoferowania. Przygotowałem dla Ciebie listę pięciu elementów, tudzież problemów, na które warto zwrócić uwagę przed podjęciem ostatecznej decyzji o studiach podyplomowych z marketingu, sprzedaży, ale także innych kierunków. Dowiesz się, jak samodzielnie ocenić program studiów, aby wybrać odpowiednią ścieżkę edukacyjną i rozwijać swoje umiejętności.

Zanim pójdziesz na studia podyplomowe, obejrzyj ten odcinek. Zaczynajmy.

Dzień dobry, dzień dobry, dzień dobry. Ja nazywam się Artur Jabłoński, a to jest program konkretnie o marketingu i sprzedaży. I dzisiaj postaram się na tyle konkretnie, na ile mogę, odpowiedzieć na pytanie, które dostaję bardzo często, mailowo, na social mediach. A pytanie to brzmi, jakie studia podyplomowe z marketingu, sprzedaży, biznesu, jak zwał.


Jest to pytanie niesamowicie trudne, ponieważ ja generalnie, tutaj spoiler alert, wielkim fanem studiów podyplomowych, tak jak w większości wypadków są one realizowane, nie jestem.

Na co zwrócić uwagę przed pójściem na studia podyplomowe z marketingu, sprzedaży i nie tylko


I postanowiłem przygotować odcinek, w którym wyłuszczę rzeczy, na które z mojej perspektywy powinieneś, powinnaś zwrócić uwagę, bądź o które powinieneś, powinnaś dopytać organizatorów tychże studiów, żeby się upewnić, że duże pieniądze, jakie planujesz zainwestować w swoją własną edukację, bądź Twoja firma zamierza zainwestować w Ciebie, będą dobrze spożytkowane.

Skąd w ogóle ten cały wątek?

Przykład z mojego życia


To jedna anegdotka na sam początek, dotycząca mojej własnej historii ze studiami podyplomowymi. Otóż ja 8-9 lat temu, zanim jeszcze miałem swoją własną firmę, pracowałem na etacie i tam z kolei byłem zarządzającym i firma postanowiła właśnie zainwestować w moją edukację i wysłać mnie na studia podyplomowe. Na studia z zarządzania projektami. Studia podyplomowe, rzecz jasna.


I wszyscy ci, którzy byli pod moją batutą w tamtym czasie, na pewno się zgodzą, że było mi to bardzo potrzebne, bo mnie w tamtym okresie, jeżeli chodzi o umiejętności menadżerskie, spokojnie szłoby zastąpić albo botem na slaku, albo robotem chodzącym od pokoju do pokoju w jakichś losowych interwałach i pytających jak tam. Więc zarządzanie projektami zdecydowanie było rzeczą dla mnie.


Byłem więc niesamowicie zadowolony, że po pierwsze firma się na to zdecydowała i że mogę się na takie studia udać i bardzo napompowany przed pierwszymi zajęciami. Przychodzi więc weekend, sobota, stawiam się na wyznaczoną godzinę dziewiątą na nieistotnej jakiej już uczelni, choć ciekawcy wiedzą, gdzie takie rzeczy się sprawdza i rozpoczynają się pierwsze zajęcia z panem będącym jednym z wykładowców i zarazem opiekunem tychże studiów.

I pan zaczyna w pełni świadomie pompować oczekiwania. Mówi, że proszę państwa, otóż dzisiaj odkryje przed panem, nowy wymiar zarządzania projektami. Poznają państwo niesamowite narzędzie, które całkowicie zmieni sposób, w jaki kierujecie wszystkimi zadaniami zespołu i własnymi w firmie. Ja tak czekam, czekam, po prostu już w blokach startowych, już zaraz z ławki wyskaczę, kiedy pan powie, co to za narzędzie. Mówię, kurczę, co to może być? I pan tak kończy tę wypowiedź i z pełną napięcia twarzą mówi Google Docs.

Hahaha.

Poziom, którego oczekujesz

Ja myślałem, że tam umrę w tym momencie, albo że to jest jakiś taki kawał na rozluźnienie na początek, równie nieśmieszny jak większość moich. Ale niestety okazało się, że rzeczywistość była największym żartem w tym wypadku, ponieważ pan naprawdę w to brnął.

Okazało się, że spędziłem pół dnia na zajęciach z Google Docsa, jak się tam wpisuje rzeczy. I to było te słynne zarządzanie projektami, że ja zamiast na papierowym notatniku, ja mogę sobie to wpisać w takim Google Docsu.


Synchronizacja, taski, wzajemne zależności w w asanie, nieistotne, nikt tego nie widział. Zadałem więc kilka pytań. Przyszedłem, po prostu stwierdziłem, że jest to marnotrawstwo mojego czasu. I więcej, moja stopa na tych studiach nie postanęła. A co ciekawe, po zakończeniu studiów dostałem nawet dyplom, który oczywiście wrzuciłem sobie na LinkedIna, bo czemu miałbym tego nie zrobić. Jestem absolwentem studiów podyplomowych w zakresie zarządzania projektami. Myślę z najmniejszą liczbą godzin obecności, jakie dało się wyrobić. Tak wyglądała więc moja własna przygoda edukacyjna w tym zakresie.

Perspektywa wykładowcy

Natomiast kilka lat później, już samodzielnie człowiekiem biznesu będąc, jednocześnie z niektórych nazywanym ekspertem od marketingu i sprzedaży, miałem okazję być po tej drugiej stronie i wykładać na kilku, a w zasadzie kilkunastu kierunkach studiów podyplomowych od MBA, po właśnie studia w zakresie marketingu i sprzedaży.


I z kolei przeżywszy doświadczenie bycia tym quasi-akademikiem od tej strony, wylistowałem sobie właśnie listę błędów, spostrzeżeń, które dla Ciebie mogą być przydatne do oceny.

A jeżeli słucha tego ktoś, kto zajmuje się konstruowaniem studiów podyplomowych, to albo jest tego świadomy i powinien coś z tym zrobić, albo może nie jest świadomy, że to tak może być odbierane przez drugą stronę, przez słuchaczy studiów i najwyższa pora, moi drodzy, żeby coś w tych swoich planach zmienić. Przejdźmy więc do rzeczy. I teraz tak, błędów czy problemów, które ja sobie przygotowałem, jest tak naprawdę pięć i to są właśnie te pięć rzeczy, na które sugeruję, żebyś zwracał uwagę oceniając programy studiów podyplomowych, czy sposób w jaki one będą prowadzone.

Problem #1 Rekrutacja zbyt zróżnicowanej grupy uczestników

Pierwszym, z mojej perspektywy praktycznie będącym kluczem wszystkich innych.


Problemem jest nieprecyzyjnie dobrana grupa uczestników studiów podyplomowych. Obok siebie, w ławach typowego programu, czy typowych zajęć do studiów podyplomowych, siedzi właściciel dużej regionalnej organizacji i początkujący specjalista w jakiejś mniejszej firmie i osoba, która dopiero co założyła jakikolwiek biznes.


Różnią się przychodowo liczbą zer po prostu w raportach finansowych w KRS-ie, natomiast wszyscy są w tej samej ławie i mają mieć te same treści. Jest to, myślę, z perspektywy wykładowcy, niesamowicie trudne zadanie przygotować program, który będzie do takich osób pasował i w praktyce kończy się to najczęściej w ten sposób, że wszelkiej maści studia podyplomowe, niezależnie od tego jak dumnie i szumnie byłyby nazwane, skupiają się na bardzo podstawowych treściach.

Od początkujących specjalistów po prezesów dużych firm

To po pierwsze, bo po prostu karawana idzie tak wolno, jakkolwiek brzydko byłoby to nie stwierdzić, jak najwolniejszy wół w tymże stadzie.


A po drugie, biorąc pod uwagę jak zróżnicowane, potrafi być profil słuchacza konkretnych studiów podyplomowych, to w efekcie brakuje najczęściej treści, czy pewnej nawet możliwości zachowania wystarczającej elastyczności, żeby dopasować treści pod poszczególny segment, jakkolwiek byśmy ten segment słuchaczy zdefiniowali.

Czy będzie to branża, czy będzie to wielkość firmy, czy będzie to stanowisko, na którym musisz być, żeby na tych studiach podyplomowych się pojawić? W większości wypadków tego nie ma. Kto się zapisze, ten będzie. To są sposoby tworzenia jakichś bardziej wyselekcjonowanych grup.

W efekcie, oczywiście te osoby, dla których jest to początek przygody z daną branżą, specyfikacją, które używają studiów podyplomowych, a tak często jest, jako metody przebranżowienia się, bądź poszerzenia ich o kompetencje, których wcześniej nie mieli, to są nawet zadowolone, zadowoleni, ale osoby, które myślą, że pogłębią tematykę, w której już na co dzień siedzą i coś robią, bardzo często zadowoleni wówczas, jeżeli nie ma po drugiej stronie kadry potrafiającej żonglować, to bardzo często te osoby zadowolone nie są.

#Problem 2 Program studiów tylko dla początkujących


To wiąże się z moim zarzutem numer dwa, czyli brakiem treści dla osób naprawdę zaawansowanych. I to jest pokłosie pierwszego, ponieważ wykładowcy bardzo często muszą dublować materiał, zaczynać od podstaw, praktycznie z każdym wątkiem, który robią, bo jeżeli tylko nawet mając taką wiedzę, próbowaliby zacząć z wysokiego C, to pojawia się opór materii pod postacią oporu ludzi na sali, dla których jest to dopiero pierwsze zetknięcie się z tematem.

Marketing internetowy na różnych poziomach


Swego czasu miałem okazję wziąć udział w zajęciach studiów podyplomowych, na których ja byłem wykładowcą, ale poszedłem sobie posłuchać, jak to robią inni z Google Analyticsa. I było to wykorzystanie Google Analyticsa do analizy kampanii reklamowych, takich dużych, telewizyjnych i tak dalej, czy no dużych po prostu mediowych. Mówię super, chętnie się czegoś dowiem. Ale okazało się, że dla większości osób, które na sali były, Google Analytics było narzędziem, z którego praktycznie nie korzystali.

Więc tak naprawdę połowa zajęć siłą rzeczy, żeby tych ludzi nie zostawiać w tyle i też w jakiś sposób zadowolić, musiała być skupiona na tym, czym Google Analytics jest, jak działa, jaki jest podstawowy aparat pojęciowy, którym należałoby się posługiwać.  W rezultacie ta bardziej zaawansowana część grupy siedziała i patrzyła, kiedy zacznie się coś, do czego mogą się włączyć.


I jednocześnie możemy to traktować jako pewną formę frycowego, że to po prostu tak musi być i nie zawsze wszystko będzie dla wszystkich. Rozumiem takie podejście. Natomiast być może udałoby się dzięki innej metodzie profilowania, tworzenia samych kierunków właśnie pod konkretne segmenty, jakoś ten problem zaadresować. I to byłoby jeszcze do przeżycia, gdyby nie punkt nr 3.

Problem #3 Brak komunikacji między wykładowcą studiów podyplomowych a uczelnią


Ja może jestem dziwny, natomiast za każdym razem, kiedy byłem poproszony o to, żeby być wykładowcą na jakichś studiach podyplomowych i po tym, jak udało nam się dograć warunki, że na takich się pojawię, to zadawałem bardzo proste pytanie – no to kto będzie po drugiej stronie? Poproszę o listę uczestników. Kim są? W jakich organizacjach pracują? I być może jakieś ich oczekiwania względem tych zajęć.


Może dałoby się, niczym ja, kiedy robię to przed szkoleniem, puścić jakąś ankietę z oczekiwaniami, żeby zebrać najważniejsze wątki, no bo chcę dopasować program i to, o czym będę mówić, pod oczekiwania tej konkretnej grupy ludzi.


I najczęściej albo spotykało się to ze zdziwieniem. Czego pan chcesz? Tak się u nas nie robi. Albo dostawałem listę, ta po prostu była listą nazwisk. Nawet nie byłem w stanie się dowiedzieć, z jakiej firmy ktoś jest.


Nie będę losował ludzi o takich samych personaliach, na LinkedInie potem stalkował. Ewentualnie dostawałem to noc przed zajęciami. I bynajmniej nie były to pierwsze zajęcia w semestrze, bo ktoś zapomniał, ktoś nie przekazał. Różnego rodzaju proceduralne błędy.

I bardzo często właśnie z tego powodu widziałem, że wiele uczestników studiów podyplomowych, kiedy ja przyjeżdżałem, to bardzo się cieszyło, gdy zaczynałem mniej więcej w ten sposób: Moi drodzy, my na tych zajęciach nie będziemy się przedstawiać. Nie będę was prosił o powiedzenie kim jesteście, skąd przyjechaliście. I bywały takie sytuacje, że dostawałem, uwaga, w tym momencie oklaski.

Skuteczna komunikacja z uczestnikami 


Bo ludzie po prostu rozumieli, że ja też już rozumiem tę konwencję, w której oni przyjeżdżają na zjazd, któryś tam miesiąc z rzędu i każdy wykładowca zaczyna od dokładnie tego samego. Chce poznać grupę, w zasadzie ciężko mu się dziwić. I się pyta, no to kim jesteś, z jakiej jesteś organizacji, czego chcesz się dowiedzieć. Bo nikt nie zadbał o to, żeby jakoś to zankietować wcześniej. Ja tego wówczas nie robiłem, wychodziło nam to w praniu. I oboje, w sensie i my, i słuchacze rozumieliśmy, z czego ta zabawa i gierka wynika.

Brak komunikacji między wykładowcą a uczelnią to trzecia strona medalu, tudzież trzeci problem, ale pojawia się jeszcze czwarty. Taki, który też częstokroć adresowałem i nigdy praktycznie, no prawie nigdy, nie udało się go przewalczyć.

Problem #4 Brak strategicznego zarządzania tematami poruszanymi przez różnych wykładowców

Jest to brak komunikacji między wykładowcami. No i znów, może ja jestem dziwny, ale za każdym razem jak byłem proszony o to, żeby wziąć udział w jakichś studiach podyplomowych, to się pytałem, czy jest jakaś grupa dla wykładowców akurat tego kierunku, na której mógłbym wrzucić, o czym chciałbym porozmawiać ze swoimi słuchaczami. Albo na przykład jakieś miejsce, w którym mógłbym się zapoznać z materiałami, które przygotował inny wykładowca, żeby zobaczyć, czy jakaś część tematu, która siłą rzeczy się zazębia, bo jeżeli ja mówię o sprzedaży i ktoś mówi o sprzedaży, ale ktoś mówi od punktu bardziej technik, a ja na przykład od strony zarządzania, to siłą rzeczy możemy się gdzieś zazębiać.  Ale jeżeli grupa z jednym wykładowcą już coś przeszła, to nie chcę robić tych samych ćwiczeń, porcji materiału i tym podobne, bo wiem, że słuchacze to strasznie wpienia.

Co denerwuje słuchaczy

Bo gdybym miał właśnie wskazać ze swoich rozmów coś, które bardzo często wkurzało słuchaczy studiów podyplomowych, kiedy pytałem ich o problemy ze studiami, to było właśnie duplikowanie się materiału między wykładowcami, który co więcej, nawiasem mówiąc, często nawzajem sobie przeczył.

Ale to wątek na zupełnie inną okazję, bo akurat w tym nie ma nic złego. Natomiast sam fakt, że pojawiały się te same wątki przez słuchaczy był odbierany jako brak odpowiedniego zarządzenia tym procesem. I cóż, udało mi się to wywalczyć może trzy razy w życiu. Za każdym razem było to pewną nowością, według tego jak dana organizacja, studia podyplomowe nomen omen organizowała. I być może jest to coś, na co warto zwrócić uwagę, czy będzie działać.

Dla mnie, również jako dla wykładowcy, byłby to dużo wyższy komfort, wiedząc, że jadę do ludzi, dla których to co mówię, faktycznie będzie jakąś nowością i mam nadzieję, że wartością, a nie, że będę dla nich odgrzewanym kotletem, bo ktoś nie pomyślał, prosząc konkretną osobę o poprowadzenie jednych weekendowych zajęć, a drugą o drugich, że być może częściowo będą chcieli przekazać te same rzeczy.

I dałoby się być może te zajęcia skrócić, w ich miejsce zaproponować inne, bądź rozszerzyć tę tematykę, a nie każdy wykładowca będzie przygotowany, żeby w danym momencie elastycznie się zaadaptować do jakiegoś innego tematu. Co prowadzi do ostatniego, już piątego problemu, braku ciągłości logicznej między zajęciami.

Problem #5 Brak logicznej ciągłości


Organizacja wielu studiów podyplomowych jest przygotowana w taki sposób, że jak wszyscy wiemy, materiały marketingowe studiów tego typu mają fiksację na punkcie wykładowców-praktyków. Ale wykładowcy-praktycy abstrahując od tego, czy jest to dobry wybór czy nie, nie każdy praktyk jest dobrym wykładowcą, tak samo jak nie każdy wykładowca jest praktykiem, to w tym momencie takie osoby są z definicji zajęte.

Co oznacza, że tak naprawdę z moich doświadczenia organizacja takich studiów podyplomowych przypominała grę w statki. Czy tego dnia Pan może? Nie. Trafiony, zatopiony itd. To natomiast prowadziło do tego, że zbierając jako kadrę swoich wykładowców, grupę bardzo zajętych ludzi, na drugi plan schodził pewien ciąg logiczny zajęć. Na bardzo prostym, bo osobistym przykładzie.

Przykład – strategie marketingowe 

Finalnie miałem kiedyś udział, miałem okazję prowadzić zajęcia ze strategii marketingowej, przygotowywania także planu marketingowego, harmonogramu, dobru kanałów, no generalnie początek marketingowych procesów.

W ramach studiów podyplomowych, jako jedne z ostatnich, w zasadzie przedostatnie zajęcia, już po oddaniu zaliczeń, podczas gdy moje zajęcia powinny być pierwsze, ponieważ to na ich podstawie i z nich właśnie wychodziły wszystkie inne, później doprecyzowując treści, które ja miałem poruszyć, i to tak naprawdę na podstawie spotkania strategicznego ze mną, ci ludzie powinni szykować projekty, które mieli potem stworzyć na zaliczenie. Ale to się nie udało, bo był to już, nie pamiętam, czy problem mojego kalendarza, czy właśnie nałożenia się kalendarzy iluś tam osób.

Pięć problemów na studiach podyplomowych z marketingu, sprzedaży oraz innych

Podsumowując więc, pięć rzeczy, które warto sprawdzić, kiedy wybierasz studia podyplomowe, które zebrałem na podstawie doświadczenia własnego, jako zarówno słuchacz, jak i jako akademik, para-akademik, osoba wykładająca na takich studiach. 

Po pierwsze, czy grupa jest w jakikolwiek sposób profilowana, czy może się zapisać każdy, niezależnie od tego, na jakim etapie swojej biznesowej drogi jest. Czy mamy jakąkolwiek segmentację po branży, po wielkości przychodu, po czymś innym.

Po drugie, czy jeżeli szukasz treści dla zaawansowanych, to czy tam naprawdę będą treści dla zaawansowanych. To wiąże się z tym pierwszym, ale po części oczywiście wymaga dogłębniejszej analizy sylabusów, czy jakkolwiek te tematy poruszane na zajęciach, inaczej niż tylko w tytule zajęć, będą gdzieś na stronie rozpisane.

Po trzecie, czy już na tym etapie możesz dopytać o komunikację między wykładowcami w konkretnym kierunku oraz wykładowcami a uczelnią, czyli czy będzie jakaś zbierana ankieta Twoich oczekiwań do każdych zajęć, którą dostanie wykładowca i czy wykładowcy tworzą jakąś grupę roboczą i nad tym programem studiów pracują wspólnie, czy też każdy sobie rzepkę skrobie.

No i po piąte, jak będzie wyglądała logiczna struktura tych zajęć, czy faktycznie poszczególne rzeczy prowadzą się przez jakiś zaplanowany proces edukacyjny, czy też jest to tego dnia te zajęcia, a później jakieś zupełnie innego porządku.

No i powiem Ci w ten sposób, nie uderzając w żadną konkretną organizację, myślę, że tych pięć punktów spełnia może dziesięć, może pięć procent organizowanych w tym kraju studiów podyplomowych, przynajmniej z tej skromnej części, którą miałem okazję gdzieś widzieć albo jakoś po części od środka, albo po prostu obserwując z zewnątrz, gadając z absolwentami tychże.

Dobry plan studiów marketingowych i biznesowych

Warto sobie na koniec postawić inne pytanie. Czy jeżeli chcesz rzeczywiście zwiększyć swoje kompetencje w jakimś obszarze, podciągnąć swoich pracowników bądź swój zespół i wyborem, który wydaje Ci się jako właściwy z uwagi na to, ile dostajesz materiału, jak długo trwa proces edukacyjny i tak dalej, to czy tym wyborem tak naprawdę, szczególnie jeżeli jesteś osobą zainteresowaną, powinny być studia podyplomowe?

Śmiem twierdzić, że może niekoniecznie. Być może tak naprawdę od pewnego poziomu potrzebujesz już konsultacji, warsztatów, czy szkolenia bezpośrednio dla Twojego zespołu. Projektu doradczego, czy projektu szkoleniowego przygotowanego pod konkretne wyzwania Twojej firmy w danym czasie. Może się okazać, że 2-3 dni, 1 dzień, w podobnych pieniądzach, co cały semestr studiów podyplomowych. Choć mogą się wydawać mniejszym value for money, jak to się ładnie anglosasi określają, to tak naprawdę właśnie jest większym value for money, ponieważ całkowicie skupia się na Tobie, Twojej sytuacji, Twoich potrzebach i dopasowane konkretnie pod Ciebie.

Podczas gdy niekoniecznie więcej materiału, będzie oznaczać więcej wiedzy i wartości, kiedy rozszerzy się to na nie do końca przygotowane we właściwy sposób studia podyplomowe i tak na marginesie moja obserwacja jest taka, że generalnie im bardziej zaawansowane zespoły i organizacje, tym bardziej potrzebują dedykowanych dla siebie szkoleń oraz właśnie konsultacji czy projektów doradczych, a coraz mniej takich otwartych form, do jakich ja również studia podyplomowe, czy na przykład eventy marketingowe i nie tylko zaliczam.

Z tą myślą, czy nawet sugestią Cię oczywiście zostawiam, wyobraź sobie, że jeżeli potrzebujesz szkolenia bądź projektu doradczego, to zapraszam Cię albo do mojej agencji marketingowej digitalk, albo do mojej firmy doradczej Suasio, właśnie.

Tymczasem do zobaczenia w przyszłym tygodniu, bądź do usłyszenia i cześć!

Zobacz inne moje wpisy:

Studia podyplomowe z marketingu – jak wybrać?

Praca w Social Media – jak o nią aplikować?

Kariera w marketingu i przyszłość reklam